To juz me trzecie podejście do tematu , zaczętego jakiś moment w tył czasu .Teksty pospolicie wcieło w tej krzmowo internetowej magmie bez początku i końca . Swoja drogą czyż ta cyber sieć nie jest niczym innym jak próbą realno technicznego odtworzenia istoty pracy ludzkiego mózgu , tych miliardów bio neuronów . Jak daleko to pójdzie , czy jest granica poznania materialnego i nie ? To takie samo pytanie jak to po co jesteśmy i dlaczego ?
Furmanką po Fordonie.Tak to było coś co cyklicznie przeżywalem , uczestniczyłem jako widz i nieporadny pomocnik . Tak się złozyło w mym wczesnym dzieciństwie że gro opieki nad mnaa sprawował mój ojciec .Był zmuszony sytuacja do mego uczestnictw w jego pracy .Mama była przewlekle chora i długie okresy spędzała w szpitalach .Bracia w większosci rozpierzchli się do swego życia , wkońcu byli dorośli i mieli swoje rodziny .Jedni zachowywali zainteresowanie rodzicami , inni zamykali się w obrębie swoich spraw .wynikało to takze z dość brutalnego , acz zdrowego , podejścia i filozofi życia przekazanej przez ojca .Głowna niepisana dewiza była radz sobie sam , sam sobie najlepiej można pomóc .Oczywiscie realnie to różnie było i wspieralismy się w ekstremalnych życiowych sytuacjach , róznie co do osobowości rodzeństwa .Napewno wyrózniał się pozytywnie iciepło mój /nasz najstarszy brat Franek . Miał nie tylko wewnętrzny spokój ojca , jego pogode i upór .Miał niepisane przywództwo wobec całości rodzeństwa , nietylko z racji swego starszeństwa . Sadzę ze jego życie jest godne odrebnego opisu .Dodam ze inny brat Maksymilian poświęcił mu swój wiersz , nazywając go ” lekarzem maszyn ” .Był kochanym bratem ,mym drugim ojcem mych młodzieńczych lat .
Ta rzeczona furmanka poza obsługa rolna naszego niewielkiego areału ziemi ,była narzędziem zarobkowania , czyli jak by tu nazwać współcześnie , świadczyliśmy usługi dla ludności .Polegało do na przewozeniu róznych masowek tj.węgla ,drewna , pasz ,wody ,materiałów budowlanych oraz sporadycznie przeprowadzki .Była dosć względna konkurencja ,pozatym byla mała specjalizacja .O ile dobrze pamietam to p.Falaszek przewoził bardzo czesto wapno pokarbidowe , państwo Lewandowscy głownie wegiel , mój ojciec wodę i nne rzeczy . Pierwszego pamiętam jako wysokiego żylastego o surowych rysach twarzy pana , połączone to było bardzo kontrastowo ze spokojnym głosem i mową . Państwo Lewandowscy mieszkali samotnie , dzieci je bardzo szybko opóścili , byli bardzo wytrwali i mocni w swym nielatwym zyciu .Imponowala mi zwłaszcza pani Lewandowska. Była osobą drobnej budowy ,mało kobiecości - przysłowiowa skóra i kość. Gdy jej maż , kawał chłopa zresztą , poszedł do pracy w Romecie , to ona głównie i sama dowoziła węgiel . Ich furmanka był duża i do dwóch koni , ładunki brali prporcjonalnie duże .Na tym tle pracowała ta biedna kobieta , sama machała ogromna łopata niczym pokaźny facet. .Kto ma ! … czy ma ?? … WYOBRAŻENIE O TAKIEJ PRACY… TO NIECH SOBIE WYOBRAZI STARSZĄ SZCZUPŁĄ OGORZAŁĄ KOBIETĘ , ZE WŻARTYM CZARNYM MIAŁEM WĘGLOWYM W SKÓRZE , POŁĄCZNE Z WIECZNĄ OPALENIZNA CHŁOPKI Z ROLI ,tak 160 cm.w górę , GDY MACHA ŁOPATĄ ” WEGLARĄ wym.26″ . Dzis dzieci w piaskownicy się szybciej męczą od łopatki i stawiania babek z piasku w piaskownicy . O dorosłych pseudo strognmenów juz nie wspomnę . Ot czasy .
Wozilismy tą wode do produkcji orenżady i piekarń .Stawiało się dużą fasę na wóz i jazda po wodę .Wciągu dnia bywało kilka kursów .Wodę dowoziliśmy z ujęcia w popularnie zwanej Winiarnii tzn.Zakładu Przetwórstwa Owocowo Warzywnego ‘FORDON’ - dzisiejszy STOVIT ,SMOLARNI - później zniszczonej pożarem , Papierni - zlikwidowanej i wyburzonej , dzis jeden zarosnięty chwastami plac .podjeżdzało się pod ujęcie i bez jakiś pseudo sanepidowych deliberacji zwykłymi wezami lało się wode do fasy .u odbiorcy bywało róznie ,opróznianie było nieraz żmudnie poprzez wiaderkowanie ale najczęściej poprzez zassanie , lub upust do nizej połozonego zbiornika. Z higieną tp pewnie super nie było , wszelako wszyscy jakoś to przeżyli…Dziś biadoli się nad byle bakterią i walczy się chemią , my się wyławiamy sterylnie .Skutek taki że byle grypka to pokotem się kladzie ten i ów , zwłaszcza młodzież .Zapomina sie generalnie że najlepszym lekarstwem uniwersalnym i doskonałym jest własna odporność organizmu plus mocne geny .
Dla mnie dziecaka kilku letniego bylo atrakcją takie wedrówki na woze .Zawsze w jakiś sposób skorzystalem , to porzez opchania się do mdłosci słodkościami z piekarń lub opijając sie bezkarnie świeżą z kranu orenżadę - ta przed gazowaniem lub tą po .Z dwojga wolałem zawsze piekarnie , tam było ciepło i jasno , pachnialo chlebem - uwielbiam ten zapach , ciastem wraz z otoczeniem wiecznie przyprószonym mąką .Także ludzie tam pracujacy byli jacyś ciepli i życzliwi ,choć w trudzie nieustającym pracowali .Tak wkoło praca przy wyrobie ciasta , lu wsad do pieca , chwila wypoczynku no wybranie wypieku z pieca .Wybierano taka drewnianą płaską o długim trzonku łopatą … otwierano drzwiczki pieca … ukazywala się zczerwieniała paszcza otworu … dalej duża rozgrzana nisza … wyjęte zrecznie podebrane chleby kładziono szeregiem na deskę … brał piekarz i na jednej ręce , zanosił bezpośrednio do sklepu … balansujac z tym ciężarem niczym kelner z tacą … tam w sklepie już cierpliwie czekali ludzie … zapach nosił się przy tym niczym ambrozja bogów . Cierpliwa pożyteczna praca jakże znacząca i potrzebna .Wiele lat później było mi dane pracowac kilka miesięcy jako pomocnik piekarza , wszystkie dawne wspomnienia odżyły , wzbogacone o nowe pozytywne doznania .Takim byla np. chwila gdy wyrośnięte ciasto chlebowe zaczynalo się dzielić na porcje i formowalo bochenki … było mimowolne cykliczne namaszczenie , cisza i szmer pracy , trud i owoc … ” chleba naszego powszedniego racz nam dać panie ” , to słuszne i dobre. Ze starych piekarń fordońskich , poza jedną koło Bożnicy Żydowskiej - zawalił się strop pieca , przeżyły wszystkie i pracuja do dziś . Jedna z nich rozrosła sie do rozmiarów zaopatrzenia i produkcji na całą Bydgoszcz tj.” SIÓDMIAK ” , ntb.włascicielką jest ma koleżanka szkolna Wiesia W. , to przy ul.Młyńskiej . Przy niej był duży magazyn mąki , spłonoł w dużym pożarze - nieodbudowano , na miejscu jest dobudowany , poza piekarnia , duży dom mieszkalny - na me oko pasujacy tam jak pięść do oka …no ale ale zgodny z nowobogackimi trendami…oj Wiesia Wiesia daj sobie luz …
Z wytwórni orenżady pamiętam głownie tą przy ul. Targowisko - pierwsza w lewo przed Pielęgniarska … wjeżdżało sie w ciasne podłużne podwórko … lewa część to był ogród … kontrastowało to bardzo dobrze i niecodziennie z zabudową wokół domów - ściany wkoło … wszystko do dziś za wysokim ciemno brunatnym drewnianym parkanem … nic widoczne okiem … zbiorniki to były takie murowane wysmarowane czarna wodoszczelną masą , chyba smołowane … ciagle przeciekały … było raczej ciemnawo … ciagly syk gazu napełnianyego do butelek … no i butelki wędriujące w półautomatach … potem sprawnie , monotonnie wkładane do skrzynek przez pracowników … uwczesny wlaściciel raczej oschły i jakiś sprężony , choć gdy miał czas to ucinał z ojcem rozmwy na wszelkie tematy … wogóle to sam sie zastanawiam czy taka chęć rozmowy pomiędzy ludzmi , była normalką w tamtych czasach , czy wynikala z cech mego ojca , jego dobroduszności wobec wszystkich i wszystkiego … taki specyficzny wewnętrzno zewnętrzny spokój . Pewnie jedno i drugie , tak czy siak dzisiaj jest ogólny deficyt na takie podejście do życia i ludzi .Inna wytwórnia była juz późniejsza założona przez p.Kulika , była bardziej nowoczesna … zapoczątkowano tam mode na autosyfony …. pracowała tam prawie od początku inna ma koleżanka szkolna Brygida … skutek taki ze dziś jest bardzo poszkodowana na zdrowiu … to skutek wilgoci miejsca pracy czyli pernamętny reumatyzm … młodość szybko mija jak i akumulatory sił i zdrowia .
Frajda były niektóre miejsca z których wywoziliśmy makulaturę i pochodne zbędne rzeczy biurowe .Takim miejcem były magazyny przy ul.Magazynowej - dziś także handlowo wykorzystywane .Ładowana furmanka stawała sie pełna różnych papierzysk ,istna kopalnia skarbów dla szkraba .Ile to ilustrowanych czasopism , ksiazek wówczas wykopałem , wraz z drobiazgami biurowymi to aż miło .Było to swego rodzju towarem wymiennym wśród rówiesników . Tą cała makulature woziliśmy do fordońskiej Papierni , równierz tam min. pobieraliśmy wodę - tak jak i z Smolarni - późniejszy , po pożarze oddział Rometu i miejsca dlugoletniej pracy mego brata Franka , lub ” Winiarni ” .Wszystkie te zakłady miały własne studnie głębinowe . Po zważeniu wjerzdżalismy na tyły zakładu , tuż w pobliżu torowiska PKP - trasa na Chełmże i Brodnice .To miejsce skladowe było ogromną stertą bel i luz wszelkiego typu papierrzysk , tak na oko zawsze ileś set ton .to wszystko szło na dalszy przerób . Rarytasem było wykopanie obcojęzycznych komiksów , głownie niemieckich np. seria o Tarzanie czy inne .O takim źródle powiedzialem kolegom . potraktowali to jak eldorado i dawaj nagminnie podbierać .Czynili to poprzez wypady przez dziurawe ogrodzenie .Straż przemysłowa nie mogła się opędzić od tych nagminnych nalotów młodzieży .Nie dlatego może że źle życzyli dzieciakom no i obowiązek , lecz dlatego że poszukiwacze rozrywali bale makulatury no i wszystko fruwalo w nieładzie .No ale jak to bywa , moda mineła i wszystko wróciło do normy . Raz jeszcze wróciło to postaci namiętnego kolekcjonowania nalepek na opakowania przetworów ” Winiarni ” . Innym jeszcze beznadziejnym szaleństwem bylo wybieranie pociętych banknotów w nadziei że się je dopasuje no i wykorzysta . To była swoista gorączka złota .Bo czyż kogo nie poruszy widok góry kilkutonowej pieniędzy , tak na wyciągnięcie ręki … oj ruszy ruszy niejednego i trzeźwy rozsadek idzie wówczas do kąta.
Po wielu latach doczytalem się ciekawej histori biblofilskiej , tyczącej własnie tej fordońskiej Papierni . Dziś to miejsce pospolicie ugorem stoi , pusto i martwo .Stare przedwojenne maszyny papiernicze fuksem ktoś kupił i bodajże do dziś udanie pracują .To był przedwojenny mały prywatny zakład niesłusznie upaństwowiony , tak jak i ‘’Winiarnia ‘’ p.Wiśniweskiego . Jako mienie poniemieckie przejęto równierz cegielnię p.Mecycha .Ten choć rodowy niemiec nie zeszlajał się wobec polakow i dużo dobrego zrobił społecznie dla ludzi i miasteczka Fordonu. Tu posluguję sie opinią z ksiażki ” Dzieje Fordonu i okolic”.
No dobrze wrocę do tej malej histori.Zdarzyło sie tak że zmarło się jednemu bydgoszczaninowi , posiadaczowi rewjestrowanego tzw.Białego kruku ” - kilku nobliwych i bezcennych książek .Obyloby się to by bez większego rozglosu …gdyby nie dociekliwość pozytywnie nawiedzonego i kompetętnego urzędnika zajmującego się biblofilstwem . Skojarzył fakt śmierci posiadacza tychże ksiązek ze potencajlną możliwością ich wykupu od spadkobierców . Jak pomyślal tak zrobil , udal się z oferta do krewnych nieboszczyka . gdy doprecyzował cel wizyty , okazało się że rodzina niefrasobliwie , nie zadając sobie trudu właściwej oceny , wyrzucila je do skupu makulatury .To duży przykład nieposzanowania histori i jej resztek dowodów materialnych .to panosazy się zresztą do dziś , ważne dziś - to wczoraj to nic - nul . Urzędnik uruchomil pomoc Milicji i wszczęto intensywne śledztwo . przesledzono całą drogę do skupu i od danego skupu makulatury .Tak ” tropiciele ” doszli do Papierni w Fordonie . Czasowo to naprawde byla kwestia kilku dni - imponujące tempo , zaangazowanie dużej ilości ludzi i środkow . Tu na miejscu wstrzymano produkcję , zaczęto od przeszukiwania papierów tych tuż przed przemialem i „rozmiękczaniem ” .Dalej liudzie przeszli do w/w składowiska , tam skrupulatnie przeszukując te kilkaset ton wszelkiego papieru .To byla duża żecz , taki mrówczy zespolony wysilek tylu ludzi w poszukiwaniu paru książek . Taka góra papieru i oni , cierpliwi pracowici ludzie , tak krok po kroku z ” listem gończym'’ w ręku w poszukiwaniu zginionych… Ta akcja zakończyla się sukcesem , cenne zbiory znaleziono …uff . To mala piękna historyjka , żekłybym nawet przyklad mądrości przetrwania człowieka .Mądrości opisane przetrwają , my nie .Pokolenia uczą się na całości dorobku poprzedników , wzbogacając oczywiście o swe nowe doświadczenia i wnioski .Ot co i już.
cdn.xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxbk.
Troszke się wymęczylem , slońce za oknem