Strona główna Expressu Bydgoskiego
Strona główna Nowości

Blog kobofordbyd

Blog kobofordbyd
widzę myślę jestem

Cham i nierób …

lipiec 25th, 2008

To dwa słowa , różna waga i znaczenie .Tym się różnią i są zależne od osoby która je wypowiada , no i wobec kogo . Tak się ostatnio stało modne obrzucanie sie publicznie obelgami , po kątach czyni sie dyskretniej . Nasi ukochani wybrańcy narodu ,czyli posłowie chętnie to czynią .Tak sobie myślę że albo winni naostrzyc sobie zęby , aby mocno i skutecznie przygryzali sobie język , albo dać sobie spokój z polityka i iść do kąta … tam klęcząc na groch winni nauczyc się manier i czystej polszczyzny . Jedno tylko usprawiedliwienie dla takowych „wybrykowców nieprzypadkowych „ , głupawych i pod publikę ….to żywy obraz i lustrzane odbicie nas samych . Na nic zżymanie sie na te publiczne grandy , my sami jesteśmy właśnie tacy .  Niech będzie przykładem to że język powszedni jest pełen dziś wulgaryzmów , powszechnie używany od malego brzdaca do studenta i wszelkiego wykształciucha . Kiedyś to był miałki wyraz bratania sie inteligenta pracującego z klasowym proletariatem .Dzis żałosne świadectwo zdołowanej maniery .

Tak do definicji .CHAM dzisiaj - to określenie znaczy , że ktoś jest agresywny i źle wychowany , lecz samo oskażenie  innego człowieka że jest chamem jest niedopuszczalne , świadczy jednoznaczne negatywnie źle o osobie miotającej takowy epitet wobec innego człowieka .                                                                               Tu poseł Palikot użył wobec Prezydenta Polski !!! To już w głowie się nie miesci ! Zero szacunku   wobec Prezydenta , jak i wobec ludzi którzy go wybrali . Publikatory sie rozradowały … jest nius … ale mu dołożył … zadnej czkawki  czy odrobiny nagany … właściwej negacji i potraktowania persona non grata … ot nasze małe szmbo moralne .Jakoś nikt nie nawołuje do oskarzenia publicznego … stawienie przed Temidą i słusznego ukarania … cicha moda krzewiena negatywnego obrazu Prezydenta trwa . Obleśne to i wynikającego z prymitywu strachu i solidarności nowoelyt … toć On nie nasz … dokopmy mu na maksa … przecierz to nie my … my tylko powtarzamy … tylko co i dlaczego ?

Dla przciwstawienia osoby i reakcji przypomne historyjke słowa NIERÓB - człowiek leniwy , próżniak nichętny pracy , spędzający czas na nieróbstwie .                              Uzył go niejaki p.Leper , okreslając tak Prezydenta Kwaśniewskiego  . Sama statystyka pracy owego mowiła sama za siebie , niestety potwierdzając słuszność takowego okreslenia . Mniemam że w porównaniu z okresleniem cham , to było łagodną naganą i słowem , mieszczącym się w granicach przyzwoitosci . No tak ale jakże niewspółmierną poruszono cała machinę państwową i medialną … cóz przeciez ten wykreowany na watażkę  , ośmielił sie powiedzieć coś przeciw NASZEMU … skutek był taki że z oskarżenia publicznego , dzialania prokuratorskiego i Sądu …poseł Leper dostal wyrok karny … za znieważenie Prezydenta … łączne ze wyrokiem do odsiadki . A jakie przy tym były fajerwerki i radość mediów … no nareszcie temu  ” wsiokowi ” dołozyli i dołożyliśmy … żalosne i brudne etyczne . Kompletna zgnilizna moralna skundlowanych środowisk  nowopornobogackich  - tacy zawsze się podlożą każdej wlladzy , byle oni byli bezkarni i ponad prawem .                                                                                        Moze i ostro , ale gdy porówna się te dwa wydarzenia i jakże odmienne reakcje , nic innego nie wypada powiedzieć .Tam kiedyś dynamiczna reakcja , dziś obojętność i apatia .Dodatkowo często gęsto , czyni się to cedząc slowo demokracja toż to jest . Groteskowe to i obrzydliwe , rozdwojenie jaźni na maxsa … wmawia sie masom egalitaryzm , po cichu krzewiąc dyktat elit . Tfu tfu.

bk.xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

malżenstwo to stały abonament na sex

różnica polega na odpowiedniej stawce

…………………………

mieli językiem po próżnicy

ten i ów tak sobie

bo i po co mówimy ??

……………….

życie ech życie

gdzie sens Twój

start - bieg -meta

i  nagroda niepewna

bk………………….

No i po zawodach…

lipiec 14th, 2008

Była impreza , duze starania no i jest po .Pytanie warto by zadać , no i co dalej ? Głupio by było gdyby unowoczesniony stadion stał pustką imprez sportowych .                    Póki co rozszerza się krecia rozróba kibiców i sympatyków Zawiszy .Na grandę chcą przywrócenia starej nazwy z pominięciem im.Krzyszkowiaka . Coś im się całkiem pokręciło , chca ponownie wymusic krzykami zmiane tego , co nieuniknione i dokonane . Miasto jest właścicielem , kasę wydało i ono wyłaczne ma prawo dysponowania stadionem .Nie może być aby ponownie nijako miałby brylować zaściankowy i zdezelowany klub !? Tak tak , tak własnie jest . Jakoś ci krzykacze zapomnieli jaki był skutek podobnych  krzyków gdy była wersja włonczenia Zawiszy pod Klub Polonia . Polonia miała być sprowadzona praktycznie do roli niewtrącajacego się sponsora .Oczywiscie nie było na to zgody , ten co daje kase chce mieć wyniki i kontrolę . Skutek pychy i zadufania dzialaczy WKS Zawisza i kibiców jest taki że niedlugo pozostanie im  grać w szmaciankę w lidze międzypodwórkowej . Teraz szermujac podobnymi sloganami chca ponowie się podczepic pod uzdrowioną materialnie i organizacyjna strukturę.  Mam nadzieję że prezydent i rada miasta temu się nie ugną .     

 Dodam ze mam osobisty do tego stosunek oraz praktyczne doświadczenie .Jak to się dzialo w tym klubie doświadczylem jako rodzic . Młodszy syn nalezał do klasy sportowej o profilu piłki nożnej , to Szkoła Podst.nr.44 w N.Fordonie .Byla ona pod patronatem Zawiszy . Klub mial zapewnić wszelką pomoc materialną , wszak chodzilo o wyselekcjonowana uzdolniona młodzierz .Były realne pieniadze z budżetu miasta , no i co ? Prawda była taka ze mlodzierz gnano do wyników , pomijajac sprawy wychowawcze .Dzialacze i trener zbierali laury , natomiast rodzice ponosili pełnię kosztów materialnych . To byla jawna granda , pieniadze od miasta przeznaczone na młodzikow konsumowalli seniorzy i czarna studnia bez dna , czyli cały klub.                 Te  bagienne uklady i ukladziki ze nie mamy porządnej piłki w Bydgoszczy .                Żal wspominac jak to kretyńskie i krutkowzroczne niedziałanie dla dobra dzieci i sportu wogóle ma negatywne skutki do dziś . Dodatkowo marnując talenty tej mlodzierzy .Kto dziś pamięta tych dwadzieścia pięcioro chłopakow z 44-tej ? Ilu ich zrealizowało się w sporcie ? To nie jedyny przyklad negatywnego dzialania środowiska sportowego Zawiszy .                                                                                                            Co mi po przeprosinach i tłumaczeniach trenera Wł.L., uczynionego wobec mnie po wielu latach .Przepraszał za błedy wychowawcze , za działania pod naciskiem dzialaczy , te chciały tylko wyników dla Zawiszy .Co mi po tym , gdy stała się krzywda i zmarnowano w zarodku talenty i   możliwości   karier dzieci .                                             Tak więc optuję zdecydowanie za zdrowymi ukladami wogóle , tu w sporcie w szczególności. A ci pseudo kibice i negatywni zadymiarze niech się bujają … tak kochają swój klub ?? … niech go zasponsorują i już !

bk.xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

każda racja jak akcja

ma kontra-rację 

………….

śmiało wydajemy opinię

innym

byle nie o sobie

………………

chciejstwo jest nudne

tym bardziej że puste czynem

……………….

trutniu ty moj kochany

bez Ciebie świat jest nieciekawy

bk…………………..

Krzyszkowiaka stadion to gdzie ?

lipiec 11th, 2008

Ano tu w Bydgoszczy po przeobrażenia z WKS Zawisza , na ulicy Gdańskiej .         Odnosnie ostatniej nazwy to dzięki nagłośnieniu obrażonych kibiców , dawne okrojono logo zostało przywrócone .Nic to nie zmieni gdyż stadion jest głownie miejski i już .Co by nie powiedzieć to wladze i dzialacze wojskowego klubu doprowadziły do jego mizeroty .Brać pieniądze , żądać ich bez umiaru plus podejścia , że każdy niech daje byle bez kontroli .Nijaki pan Paluch to im pasował ,fundował hojną reką o nic nie pytając .Potem ta i podobna ” śmietanka ” towarzyska darła sie pod niebiosa że ich śmiał wykiwać na kasie .A przecież tak słodko mniemali ze to oni go frajera kiwali .

W przeddzień otwarcia zawodów zgniewał mnie obrazek pracy kilku pracowników firm porzadkujących .Nie oni jako oni , tylko ci co im wydali polecenia . Otóż z trudem i mozołem , na długiej końcówce ul. Gdańskiej przed stadionem , wyrywali maciupkie kępki zielsk z chodników . Kompletny idiotyzm , zwłaszcza jak to miaŁo się do szpecącego widoku  ruin budunku niepowstałego hotelu  . Przypuszczenie że gości zgorszy widok zielsk a nie maszkary ruin , zaiste był kuriozalny. Pozwoliłem sobie na podzielenie sie tym zdaniem z bydgoskim radiem PIK , sugerując zasłonięcie tego widoku wojskowwymi sieciami maskującymi .Zareagowano skutecznie i częsciowo to uczyniono wykonując zasłonę , choc nieco niedbale , dobre i to .

Swoja drogą ta caŁa porządkowa panika wzdłuż Gdańskiej , przypomina lata siedemdziesiąte minionego wieku i ustroju . Taki ordung to był zrobiony pod uwczesne dożynki z udzialem towarzysza E.Gierka .To byla zupełna panika pod blichtr uwczesnej władzy .Takie skubanie zielsk ze malowaniem trawy także bywało .Fasady kamienic były galopem picowane .Na calej trasie uwczesnych oficjeli musiał byc błysk i szyk .Nic to że po kilku tygodiach farby płatami odpadały od ścian .W momencie uroczystosci było wszystko tip top . Zobaczymy jak to będzie teraz .

Jak to bywa wszystko do przewidzenia , poza oczywiście pogoda i frekwencją kibiców .Tramwaje nawet w szczycie zawodów i dnia przewozowego , raczej pustawe .Organizacyjnie momentami kiepskawo i nieekonomicznie , widok przejeżdżających wachadłowo dużych i pustawych autobusów jest przygnębiający . W końcu goście sa ” kumaci” i do hoteli potrafią trafic sami . Druga sprawa że musialo dojść do nieszczęścia wypadku , kolizji busa ze tramwajem , aby ochrone policyjną uszczelniono do kontroli ruchu drogowego i ludzkiego .                                        Zaniedbania były już widoczne przy poprzednim festynie otwarcia .Ludzie i pojazdy gromadnie szli i jechali gdzie popadnie . Przy przejściach sobie stali nic nie robiąc z tego , obojętni strażnicy miejscy czy nieliczni policjanci . Puszczali wszystko na żywioł . Pytanie zasadnicze po co oni potrzebni i za co my im płacimy !!??

Fajną sprawa jest widok gości , kolorowych , wesołych i na luzie . Ot młodość w czystej postaci , pełnej werwy i życia . To budujące i miłe .Tu wszelkie dobre ich wrażenia są nasza wizytówką w przyszłośc , tą indywidualną i zbiorową .To oni zostaną gdy nas zabraknie .Humorystyczne są momenty potrzeby wzajem rozmowy , pomocy czy informacji .Mus przypomnieć sobie wszelkie słowne internacjonały czy resztki wiedzy obcojęzycznej , tak polsko - rosyjsko - niemiecko - angielsko - mimiczno …grunt to pozytywne nastawienie i dobry skutek .Gosciom życzyć miłych wrażeń , rekordów sportowych , zdrówka i powrotów tu za jakiś czas.

bk.xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

kuda idziosz maładiec

ja szagajet po bydgosti…

………………….

 gdy wydajesz polecenia pracy

waż czy sam móglbyś ją wykonać

……………….

brak wyobraźni nieusprawiedliwia

uczynku bez przyczyny i skutku

bk…………….

 

Wspominki ” moto „…i nie tylko - cd.

lipiec 6th, 2008

To juz me trzecie podejście do tematu , zaczętego jakiś moment w tył czasu .Teksty pospolicie wcieło w tej krzmowo internetowej magmie bez początku i końca .             Swoja drogą czyż ta cyber sieć nie jest niczym innym jak próbą realno technicznego odtworzenia istoty pracy ludzkiego mózgu , tych miliardów bio neuronów . Jak daleko to pójdzie , czy jest granica poznania materialnego i nie ? To takie samo pytanie jak to po co jesteśmy i dlaczego ?

Furmanką po Fordonie.Tak to było coś co cyklicznie przeżywalem , uczestniczyłem jako widz i nieporadny pomocnik . Tak się złozyło w mym wczesnym dzieciństwie że gro opieki nad mnaa sprawował mój ojciec .Był  zmuszony sytuacja do mego uczestnictw w jego pracy .Mama była przewlekle chora i długie okresy spędzała w szpitalach .Bracia w większosci rozpierzchli się do swego życia , wkońcu byli dorośli i mieli swoje rodziny .Jedni zachowywali zainteresowanie rodzicami , inni zamykali się w obrębie swoich spraw .wynikało to takze z dość brutalnego , acz zdrowego , podejścia i filozofi życia przekazanej przez ojca .Głowna niepisana dewiza była radz sobie sam , sam sobie najlepiej można pomóc .Oczywiscie realnie to różnie było i wspieralismy się w ekstremalnych życiowych sytuacjach , róznie co do osobowości rodzeństwa .Napewno wyrózniał się pozytywnie iciepło mój /nasz najstarszy brat Franek . Miał nie tylko wewnętrzny spokój ojca , jego pogode i upór .Miał niepisane przywództwo wobec całości rodzeństwa , nietylko z racji swego starszeństwa . Sadzę ze jego życie jest godne odrebnego opisu .Dodam ze inny brat Maksymilian poświęcił mu swój wiersz , nazywając go ” lekarzem maszyn ” .Był kochanym bratem ,mym drugim ojcem mych młodzieńczych lat .

Ta rzeczona furmanka poza obsługa rolna naszego niewielkiego areału ziemi ,była narzędziem zarobkowania , czyli jak by tu nazwać współcześnie , świadczyliśmy usługi dla ludności .Polegało do na przewozeniu róznych masowek tj.węgla ,drewna , pasz ,wody ,materiałów budowlanych oraz sporadycznie przeprowadzki .Była dosć względna konkurencja ,pozatym byla mała specjalizacja .O ile dobrze pamietam to p.Falaszek przewoził bardzo czesto wapno pokarbidowe , państwo Lewandowscy głownie wegiel , mój ojciec wodę i nne rzeczy . Pierwszego pamiętam jako wysokiego żylastego o surowych rysach twarzy pana , połączone to było bardzo kontrastowo ze spokojnym głosem i mową . Państwo Lewandowscy mieszkali samotnie , dzieci je bardzo szybko opóścili , byli bardzo wytrwali i mocni w swym nielatwym zyciu .Imponowala mi zwłaszcza pani Lewandowska. Była osobą drobnej budowy ,mało kobiecości - przysłowiowa skóra i kość. Gdy jej maż , kawał chłopa zresztą , poszedł do pracy w Romecie , to ona głównie i sama dowoziła węgiel . Ich furmanka był duża i do dwóch koni , ładunki brali prporcjonalnie duże .Na tym tle pracowała ta biedna kobieta , sama machała ogromna łopata niczym pokaźny facet. .Kto ma ! … czy ma ?? … WYOBRAŻENIE O TAKIEJ PRACY… TO NIECH SOBIE WYOBRAZI STARSZĄ SZCZUPŁĄ OGORZAŁĄ KOBIETĘ , ZE WŻARTYM CZARNYM MIAŁEM WĘGLOWYM W SKÓRZE , POŁĄCZNE Z WIECZNĄ OPALENIZNA CHŁOPKI Z ROLI ,tak 160 cm.w górę , GDY MACHA ŁOPATĄ ” WEGLARĄ  wym.26″ .  Dzis dzieci w piaskownicy się szybciej męczą od łopatki i stawiania babek z piasku w piaskownicy . O  dorosłych pseudo strognmenów juz nie wspomnę . Ot czasy .

Wozilismy tą wode do produkcji orenżady i piekarń .Stawiało się dużą fasę na wóz i jazda po wodę .Wciągu dnia bywało kilka kursów .Wodę dowoziliśmy z ujęcia w popularnie zwanej Winiarnii tzn.Zakładu Przetwórstwa Owocowo Warzywnego ‘FORDON’ - dzisiejszy STOVIT ,SMOLARNI - później zniszczonej pożarem , Papierni - zlikwidowanej i wyburzonej , dzis jeden zarosnięty chwastami plac .podjeżdzało się pod ujęcie i bez jakiś pseudo sanepidowych deliberacji zwykłymi wezami lało się wode do fasy .u odbiorcy bywało róznie ,opróznianie było nieraz żmudnie poprzez wiaderkowanie ale najczęściej poprzez zassanie , lub upust do nizej połozonego zbiornika. Z higieną tp pewnie super nie było , wszelako wszyscy jakoś to przeżyli…Dziś biadoli się nad byle bakterią i walczy się chemią , my się wyławiamy sterylnie .Skutek taki że byle grypka to pokotem się kladzie ten i ów , zwłaszcza  młodzież .Zapomina sie generalnie że najlepszym lekarstwem uniwersalnym i doskonałym jest własna odporność organizmu plus mocne geny .

Dla mnie dziecaka kilku letniego bylo atrakcją takie wedrówki na woze .Zawsze w jakiś sposób skorzystalem , to porzez opchania się do mdłosci słodkościami z piekarń lub opijając sie  bezkarnie świeżą z kranu orenżadę - ta przed gazowaniem lub tą po .Z dwojga wolałem zawsze piekarnie , tam było ciepło i jasno , pachnialo chlebem - uwielbiam ten zapach , ciastem wraz z otoczeniem wiecznie przyprószonym mąką .Także ludzie tam pracujacy byli jacyś ciepli i życzliwi ,choć w trudzie nieustającym pracowali .Tak wkoło praca przy wyrobie ciasta , lu wsad do pieca , chwila wypoczynku no wybranie wypieku z pieca .Wybierano taka drewnianą płaską  o długim trzonku łopatą … otwierano drzwiczki pieca … ukazywala się zczerwieniała paszcza otworu … dalej duża rozgrzana nisza …  wyjęte zrecznie podebrane chleby kładziono szeregiem na deskę … brał piekarz i na jednej ręce  , zanosił bezpośrednio do sklepu … balansujac z tym ciężarem niczym kelner z tacą … tam w sklepie już cierpliwie czekali ludzie …  zapach nosił się przy tym niczym ambrozja bogów . Cierpliwa pożyteczna praca jakże znacząca i potrzebna .Wiele lat później było mi dane pracowac kilka miesięcy jako pomocnik piekarza , wszystkie dawne wspomnienia odżyły , wzbogacone o nowe pozytywne doznania .Takim byla np. chwila gdy wyrośnięte ciasto chlebowe zaczynalo się dzielić na porcje i formowalo bochenki … było mimowolne cykliczne namaszczenie , cisza i szmer pracy , trud i owoc … ” chleba naszego powszedniego racz nam dać panie ” , to słuszne i dobre. Ze starych piekarń fordońskich , poza jedną koło Bożnicy Żydowskiej - zawalił się strop pieca , przeżyły wszystkie i pracuja do dziś . Jedna z nich rozrosła sie do rozmiarów zaopatrzenia i produkcji na całą Bydgoszcz tj.” SIÓDMIAK ” , ntb.włascicielką jest ma koleżanka szkolna Wiesia W. , to przy ul.Młyńskiej . Przy niej był duży magazyn mąki , spłonoł w dużym pożarze - nieodbudowano , na miejscu jest dobudowany , poza piekarnia , duży dom mieszkalny - na me oko pasujacy tam jak pięść do oka …no ale ale zgodny z nowobogackimi trendami…oj Wiesia Wiesia daj sobie luz …

Z wytwórni orenżady pamiętam głownie tą przy ul. Targowisko - pierwsza w lewo przed Pielęgniarska … wjeżdżało sie w ciasne podłużne podwórko … lewa część to był ogród … kontrastowało to bardzo dobrze i niecodziennie z zabudową wokół domów - ściany wkoło … wszystko do dziś za wysokim ciemno brunatnym drewnianym parkanem … nic widoczne okiem … zbiorniki to były takie murowane wysmarowane czarna wodoszczelną masą , chyba smołowane … ciagle przeciekały … było raczej ciemnawo … ciagly syk gazu napełnianyego do butelek … no i butelki wędriujące w półautomatach … potem sprawnie , monotonnie wkładane do skrzynek przez pracowników … uwczesny wlaściciel raczej oschły i jakiś sprężony , choć gdy miał czas to ucinał z ojcem rozmwy na wszelkie tematy … wogóle to sam sie zastanawiam czy taka chęć rozmowy pomiędzy ludzmi , była normalką w tamtych czasach , czy wynikala z cech mego ojca , jego dobroduszności wobec wszystkich i wszystkiego … taki specyficzny wewnętrzno zewnętrzny spokój . Pewnie jedno i drugie , tak czy siak dzisiaj jest ogólny deficyt na takie podejście do życia i ludzi .Inna wytwórnia była juz późniejsza założona przez p.Kulika , była bardziej nowoczesna … zapoczątkowano tam mode na autosyfony …. pracowała tam prawie od początku inna ma koleżanka szkolna Brygida … skutek taki ze dziś jest bardzo poszkodowana na zdrowiu … to skutek wilgoci miejsca pracy czyli pernamętny reumatyzm … młodość szybko mija jak i akumulatory sił i zdrowia .

Frajda były niektóre miejsca z których wywoziliśmy makulaturę i pochodne zbędne rzeczy biurowe .Takim miejcem były magazyny przy ul.Magazynowej - dziś także handlowo wykorzystywane .Ładowana furmanka stawała sie pełna różnych papierzysk ,istna kopalnia skarbów dla szkraba .Ile to ilustrowanych czasopism , ksiazek wówczas wykopałem , wraz z drobiazgami biurowymi to aż miło .Było to swego rodzju towarem wymiennym wśród rówiesników .                                                                              Tą cała makulature woziliśmy do fordońskiej Papierni , równierz tam min. pobieraliśmy wodę - tak jak i z Smolarni - późniejszy , po pożarze oddział Rometu i miejsca dlugoletniej pracy mego brata Franka , lub  ” Winiarni ” .Wszystkie te zakłady miały własne studnie głębinowe .  Po zważeniu wjerzdżalismy na tyły zakładu , tuż w pobliżu torowiska PKP - trasa na Chełmże i Brodnice .To miejsce skladowe było ogromną stertą bel i luz wszelkiego typu papierrzysk , tak na oko zawsze ileś set ton .to wszystko szło na dalszy przerób . Rarytasem było wykopanie obcojęzycznych komiksów , głownie niemieckich np. seria o Tarzanie czy inne .O takim źródle powiedzialem kolegom . potraktowali to jak eldorado i dawaj nagminnie podbierać .Czynili to poprzez wypady przez dziurawe ogrodzenie .Straż przemysłowa nie mogła się opędzić od tych nagminnych nalotów młodzieży .Nie dlatego może że źle życzyli dzieciakom no i obowiązek , lecz dlatego że poszukiwacze rozrywali bale makulatury no i wszystko fruwalo w nieładzie .No ale jak to bywa , moda mineła i wszystko wróciło do normy . Raz jeszcze wróciło to postaci namiętnego kolekcjonowania nalepek na opakowania przetworów ” Winiarni  ” . Innym jeszcze beznadziejnym szaleństwem bylo wybieranie pociętych banknotów w nadziei że się je dopasuje no i wykorzysta . To była swoista gorączka złota .Bo czyż kogo nie poruszy widok góry kilkutonowej pieniędzy , tak na wyciągnięcie ręki … oj ruszy ruszy niejednego i trzeźwy rozsadek idzie wówczas do kąta.

Po wielu latach doczytalem się ciekawej histori biblofilskiej , tyczącej własnie tej fordońskiej Papierni . Dziś to miejsce pospolicie ugorem stoi , pusto i martwo .Stare przedwojenne maszyny papiernicze fuksem ktoś kupił i bodajże do dziś udanie pracują .To był przedwojenny mały prywatny zakład niesłusznie upaństwowiony , tak jak i ‘’Winiarnia ‘’ p.Wiśniweskiego . Jako mienie poniemieckie przejęto równierz cegielnię p.Mecycha .Ten choć rodowy niemiec nie zeszlajał się wobec polakow i dużo dobrego zrobił społecznie dla ludzi i miasteczka Fordonu.    Tu posluguję sie opinią z ksiażki ” Dzieje Fordonu i okolic”. 

No dobrze wrocę do tej malej histori.Zdarzyło sie tak że zmarło się jednemu bydgoszczaninowi , posiadaczowi rewjestrowanego tzw.Białego kruku ” - kilku nobliwych i bezcennych książek .Obyloby się to by bez większego rozglosu …gdyby nie dociekliwość pozytywnie nawiedzonego i kompetętnego urzędnika zajmującego się biblofilstwem . Skojarzył fakt śmierci posiadacza tychże ksiązek ze potencajlną możliwością ich wykupu od spadkobierców . Jak pomyślal tak zrobil , udal się z oferta do krewnych nieboszczyka . gdy doprecyzował cel wizyty  , okazało się że rodzina niefrasobliwie , nie zadając sobie trudu właściwej oceny , wyrzucila je do skupu makulatury .To duży przykład nieposzanowania histori i jej resztek dowodów materialnych .to panosazy się zresztą do dziś , ważne dziś - to wczoraj to nic - nul .      Urzędnik uruchomil pomoc Milicji i wszczęto intensywne śledztwo . przesledzono całą drogę do skupu i od danego skupu makulatury .Tak ” tropiciele ” doszli do Papierni w Fordonie . Czasowo to naprawde byla kwestia kilku dni - imponujące tempo , zaangazowanie dużej ilości ludzi i środkow . Tu na miejscu wstrzymano produkcję , zaczęto od przeszukiwania papierów tych tuż przed przemialem i „rozmiękczaniem ” .Dalej liudzie przeszli do w/w składowiska , tam skrupulatnie przeszukując te kilkaset ton wszelkiego papieru .To byla duża żecz , taki mrówczy zespolony wysilek tylu ludzi w poszukiwaniu paru książek . Taka góra papieru i oni , cierpliwi pracowici ludzie , tak krok po kroku z ” listem gończym'’ w ręku w poszukiwaniu zginionych… Ta akcja zakończyla się sukcesem , cenne zbiory znaleziono …uff .  To mala piękna historyjka , żekłybym nawet przyklad mądrości przetrwania człowieka .Mądrości opisane przetrwają , my nie .Pokolenia uczą się na całości dorobku poprzedników , wzbogacając oczywiście o swe nowe doświadczenia i wnioski .Ot co i już.

cdn.xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxbk.

Troszke się wymęczylem , slońce za oknem