Strona główna Expressu Bydgoskiego
Strona główna Nowości

Blog kobofordbyd

Blog kobofordbyd
widzę-myślę-jestem…Bogdan Kozłowski

4.Apsik-na zdrowie…

styczeń 2nd, 2012

Podróże wędrówki są małe i duże ,  wszystkie prowadzą w dal nieznanego

Ludzie dużo mówią - wszelako nie każdy ma co do powiedzenia.

< <<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<

Szpital późną popołudniową porą jest raczej senny, " chorzy na chodzie " snują się po korytarzach oddziałów, wahadłowo  z dyżurek wypadają do sal chorych pielęgniarki dyżurne, tako na wezwania pędzi lekarz,,, gdy jednym niosą pomoc, inni wzywają przyzywają sygnalizacją świetlną , lampki mrugają nad drzwiami i na tablicy w dyżurkach,,,niejednokrotnie  istna dyskoteka wraz z mruczandem jęczących wołających głosów pacjentów.Takie zmasowanie bywa sporadyczne , w tych momentach personel ma kociokwik na maksa, wszelako w większości atmosfera jest spokojnie cierpliwa.

Tako ja  w tej ciszy, dojechałem korytarzami, windami  w dół do zespołu sal operacyjnych. Panie asystentki pielęgniarskie przekazały dokumenty medyczne , lekarz operator podpisał przejęcie delikwenta - czyli mnie nieboraka - powitał a jakże - no i jak się czujemy - coś tam wybełkotałem - dobrze dobrze, zaraz się panem zajmniemy...chwilę sobie poleżałem na przyległym korytarzu,,, dalej pych i wjeżdżam swym pojazdowym łóżkiem.

W zderzeniu z wyobrażeniem, sala była niezbyt duża, po bokach szafki i stoły z  medykamentami i instrumentarium, na środku bez mała centralnie stół operacyjny- nad nim ogromna czapa lampy bezcieniowej- to taka lampa z lampami...ściany wyłożone seledynowymi płytkami , uczucie chłodu...grupa lekarzy w kitlach , z czapeczkami i maseczkami...ja jeszcze świadomy, sam przegramoliłem się z łóżka na stół zabiegowy,,,ruch się robił coraz większy- odwrotnie do mego stanu świadomości, ciało stawało się lejące, ociężałe bezwolne - na korytarzu dostałem wewflon w żyłę i pierwszy zastrzyk narkozy...maseczka na twarz od anestjologa - proszę liczyć - lekko mi się oddycha- raz dwa , trzy yyy. szesććć - siee sie deeem - jeszcze mój wzrok po otoczeniu , w twarz pochyloną - i i powieki coraz cięższe , klap klap nimi , no i odjechałem...

No i odleciałem w niebyt letargu narkozy, wrażeń miałem mnóstwo. Długo po tym zdarzeniu, tym zabiegu, miałem  niesamowite wspominki majaków z tego dnia i godziny.            Pierwsze wrażenie niesamowitej lekkości, swobody i wolności, tak zawieszony  w jakiejś ogromnej pociemniałej sali bez horyzontu , czarnej wręcz przestrzeni , gdzieś tam lekkie przebłyski...ja sobie tam lewitowałem, beztroski - wolny- wolny- nadszczęśliwy... było całkiem miło. lecz do czasu... zaczęły mnie otaczać głosy- głos nakazująco pytający - uznajesz mnie ?- a idź sobie , nie przeszkadzaj - odpowiadam,,,,to nie? - pada pytanie z nieokreślonego otaczającej zewsząd przestrzeni ...to zobaczymy - pada ni to groźba ni  stwierdzenie - odchodzi w niebyt i nastaje cisza,,,

No i się zaczęło, przestrzeń niby taka sama, lecz począłem odczuwać  przygniatający ciężar, nie mogłem się ruszać - już nie latałem- nic tylko coraz trudniej oddychać , ciężar ponad siły i to powolne jego narastanie - coś okropnego - nijak się odsunąć czy go zrzucić ...z trudem poruszam ustami - chce mówić , oczy zamykam, chcę krzyczeć lecz głosu nie wydobywam -  gdzie jesteś ?- pytam - a co chcesz? - daj spokój uwolnij mnie - a niby dlaczego mądralo - masz mnie za nic , mnie tu nie ma!- dobrze niech będzie na twoje - szepczę zrezygnowany i przestraszony - TWA Racja i Siła!!- no widzisz - padają słowa miękkim głosem - tak wybawieniem się stanę twym,,,,,,,ciężar zniknął, złapałem duży oddech - gdzie ja jestem co to było - ciemność zaczęła się rozjaśniać, znikała z każda sekundą ...                                                                                                       jeszcze jakieś uczucie dławienia w gardle - oj oj jeszcze - oddech - krztuszenie z  wymiocinami flegmy,,,głos - ale miał dech, całego mnie spaskudził,,, zamykam oczy i jest ulga - halo halo , słyszy mnie pan? - otwieramy oczy - no już już po wszystkim- mówi kobiecy miękki alt,,,otwieram, ciężkie dziwnie powieki, oczyma patrzę w pochyloną twarz kobiety - prawie jak objawienie anioła - myślę - dziękuje doktorze,,, - szepczę, wymęczony przestraszony  - no wreszcie jest pan z nami,,,koledzy wszystko gra , chorego przekazujemy na oddział - do widzenia .

Noc minęła w swoistym letargu, przeplatały się obrazy z przed zabiegu, te wrażenia z narkozy, obrazy otoczenia sali chorych, co rusz pielęgniarka dla kontroli - jak się czujemy? - dobrze - mamrocze i zapadam w kolejny sen,,,na brzuchu pokaźny długi opatrunek , z którego wystaje rurka  połączona z plastikowym woreczkiem, tam w nim ni to krew ni ropa z wodą ...rano odkrywam na stoliku jakieś zawiniątko z pokaźną owalną bryłką - taki jakby pumeks,,, przy kolejnej wizycie pielęgniarki pytam - co to jest? - aa to pana kamień z woreczka - no no to ci dziwo- mówię - to ja niby, sam ten kamień stworzyłem,  niczym kruszywo? - ee tam, to tylko kamyszek ,śmieje się pani opiekunka- domu z tego nie zbudujemy.

No i tak zaczął się mój pobyt szpitalny, stan po zabiegu usunięcia woreczka żółciowego, stan  uzdrowienia, gojenia ran, tak ku wyjściu ku codziennemu życiu.

…bogdan&ko…………….cdn…………..

2011ustkabieszczady 239.JPG

ŻYCZENIA…

grudzień 26th, 2011
kittengiggles.jpg   Tak rzutem na taśmę…
Serdeczne życzenia dla was wszystkich, gości tego bloga , innych blogowiczów wszelkich maści, ludzi poznawczo życzliwych, ciekawych otwartych wobec  wszystkich.
.
>>>>>szukajcie a znajdziecie , znajdziecie nie porzucie < <<<<<
.
Niechaj te >podmokłe< Święto  Bożego Narodzenia upłynie rodzinnie w zgodzie przyjaźni i miłości , a nowe jutro da jasne serca , spełnione plany i marzenia - od takich banalnych po  wielkie, żebyśmy wzajem siebie widzieli i szanowali, wszak jeden nasz czas i jedna dola,,,nie marnujmy tego skarbu ot tak miałko i bez serca.
.
>>>>>>>>W E S O Ł Y CH    Ś W I Ą T< <<<<<<<<<<<<<
2011ustkabieszczady 003.JPG
>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>

3.Apsik - na zdrowie…

grudzień 23rd, 2011

Ten obecny Szpital Uniwersytecki im.dr. Biziela jest ci dość rozległy, ot taki kombinat zdrowotny,wszak swego czasu był rangi wojewódzkiego, tako  gmaszysko pełne zakamarków. W takim otoczeniu wszystko podlega swoistemu rytmowi, procedurze i swoistemu klimatowi cierpienia- ulgi - uzdrowienia lub ostatniego odejścia…iluż tu odmian losu człowieka , odbicia jak w lustrze, stosunków międzyludzkich, rodzinnych, czy społecznych reguł postępowania - kto ważny a kto najważniejszy - co lub kto dzieży władzę - kto panem życia i śmierci. ..

>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>

IZBA PRZYJĘĆ - do skalpela…

Skromne to miejsce, lecz jakże momentami tłoczne,,,pani obejrzy skierowanie , spokojnie wypyta o babcie żonę nawet dziadka - o ile jeszcze go masz ,,,zapyta jak się czujesz - oj  nie dobrze psze pani niedobrze! - pokiwa ze zrozumieniem głową i i i - każe poczekać na lekarza dyżurnego - zaprosi do gabinetu z parawanami , kozetkami , gablotą z podręcznymi lekami i narzędziami  - biało i szarawo zarazem,,,nic to czekasz…

Wpada lekko zasapany pan doktor - a a to pan, trzyma papiery czyta - kładź się pan - tu puknie tam naciśnie - aaa uuu - boleściwie ja - dobrze już dobrze - naweet pocieszy, ot swój chłop…no tak pewnie kamień - mruczy do siebie - i boli? - ni to stwierdza ni pyta - dobrze leż pan tu, zaordynuję przeciw bólowe, potem na oddział,,,i wychodzi pospiesznie - wraca za jakiś czas - no i jak przestało boleć? - nie dostałem dotąd zastrzyku -mówię posapując, prawie szeptem -  oj oj zaraz to załatwię - i pędzi dalej…mija dobra godzina…

W między czasie wjeżdżają nosze z jakąś staruszką , nieprzytomna i chrapliwie jęcząco oddycha , stawiają ją za parawanem- sanitariusz czeka na lekarza - przychodzi młoda lekarka, wola na konsylium koleżankę ,,,podchodzą z dystansem do pacjentki - co co ona tak śmierdzi ? - pyta jedna , panowie ją przywieźli  z ulicy? - no nie,  ale to z Trzeciewca, było wezwanie , zasłabła przy szosie - to nikogo z rodziny ? - no nie - mówi sanitariusz…mus przebadać  przez panienki lekarki - weś pan odsłoń pacjentkę - jedna zleca - ten bez krępacji, odsłania poprzez liche odzienie pierś starszej pani……

…Jedna z lekarek z wyraźną niechęcią podchodzi , ogląda , stetoskop przykłada i pośpiesznie odchodzi - pędzi do umywalki i gwałtownie myje ręce , dostaje spazmów prawie wymiotuje - druga jej troskliwie pomaga…ubierz ją pan - pada polecenie - co dalej? - pyta sanitariusz - za chwilę - odchodzą na bok..traf chciał, że to było tuż przy mym przepierzeniu - no i co myślisz - ee to już koniec , w tym stanie to już odejście - mówi pierwsza - tak tak, to kwestia kilku godzin - mówi druga - można by jeszcze na intensywną , myśli głośno - coś ty , musielibyśmy potem przeprowadzić dezynfekcję - no tak , no to co? - niech tu jeszcze parę godzin pobędzie, tu obok jest taki pusty gabinet - no ale …? - swoje zrobiliśmy, dalej są inni - cisza porozumienia i wyszły ….jak polecily tak uczyniono , babcię nieboraczkę odholowano w nieznane,,,zapewne do krainy wiecznych łowów (?) Tak to, tuż przy mnie ważyły się losy życia i śmierci, braku pomocy do końca,  zimnego rachunku medycznego - lecz zapewne nie ludzkiego!

Ten obraz lekarza podchodzącego z odrazą , obrzydzeniem do pacjenta, niezaangażowania i pokłonu człowiekowi, zwłaszcza  w obliczu cierpienia i śmierci, długo- długo widziałem przed oczyma. Poza tym , w danym momencie tej chwili,czasu i miejsca, niezłego dostałem stracha - no nie - jeszcze mnie tak potraktują - nic tylko zdrowaśki zacząć odmawiać…takie rozlewające się poczucie bezradności, mało zależy odemnie - wszystko od bliźniego i jego woli sprawczej.
,,,,,,,,,,,,,,,,,,,

Wreszcie przybywa ponownie, lekko rozluźniony ” mój” lekarz - no i jak się czujemy - coraz gorzej - no tak no tak , jedziemy na oddział , przej mnie już pana mój kolega - wie pan, ja przepraszam za ten nie zastrzyk i w ogóle , to taka pora zmianowa i obiadowa zarazem - mówi całkiem jowialnie  i szczerze do bólu - fakt , to było pomiędzy 14-15 godziną …co mi po tym, gdy tak w kącie cierpiałem samotnie swe katusze .

No i proszę ja kogo, wraca życie i tempo w szpitalu , za moment wjeżdża pielęgniarka z wózkiem - gramolę się i stękam - wsiadam ci na ten pojazd strudzonych i obolałych - jedziemy na oddział Chirurgi ogólnej- tam znowu procedura przyjęcia - przydział sali i lekarza prowadzącego - tu następne zalecenia i pytania - a tu tu , no tak trzeba na USG - to co dostał pan przeciw bólowy - nie doktorze - acha acha , rzecze miło - damy damy - odchodzi w czeluści oddziału - ja za chwilę ze swym pojazdem i opiekunką w drogę do, na badanie USG…wózek co rusz, trzęsie  na mikro nierównościach, mnie trzewia  dygocą…wesoło jest.

.
Gdzieś tymi korytarzami poplątanymi do jakiegoś kącika na piętrze, pojedyńcze drzwi gabinetu …tu obowiązkowe cierpliwe czekanie - no bo technik li doktor gdzieś w tym molochu się zawieruszył,,,jest - ura ura - wejście , negliż do połowy - kładź się pan - no no, nieco to frywolne tet a tet ? - ciemnawo w tym gabinecie, stary monitor i pudło aparatury - ale nie, żadnych poufałości - operator dziarsko bada a ja jęczę - no tak, masz pan kamień zatykający woreczek żółciowy - uuu uuu - mruczę i co dalej? - no to już koledzy , pewnie operacja - zadowolony kończy badanie …pani pielęgniarka z uśmiechem wchodzi - no i jak ? uu uuu - chyba pod skalpel - ogarnia mnie obojętność, emocje ból i nostalgiczna dola skazańca na szafot…

Na oddziale, w sali chorych sam jak palec, dają mi jakąś wizulinową zieloną koszulę , me cywilne rzeczy do worka- wkoło światło od korytarza i okna , nastrojowo jak trza …zwijam się w kłębek jak kot , łapię pozycję za pozycją byle złapać jakiś moment, miejsce bez bólu- wchodzi lekarz z papierami - siada przy łóżku - jadł pan coś dziś -no nie - to dobrze - zgadza się pan na zabieg? - nno nno tak - toż ból nie do wytrzymania - podpisz pan zgodę - no i jeszcze podaj pan kontakt do żony - po co? - no wie pan jakby co to trzeba zawiadomić… - jakby co ? - pytam - no wie pan, ryzyko zawsze jest , choć to rutynowy zabieg -no tak - nie martw się pan - po misjonarsku zakończył lekarz i tyle go widziałem…dobrze mu tak mówić , jego nie pokroją - ale do czasu do czasu - pocieszam się tą myślą i popadam w taki letarg oczekiwania…to taki stan letargu i odrętwienia myszy przed kotem…

Tak około osiemnastej - dziewiętnastej jeszcze  piguła ” głupiego Jasia” - po co to dają, doprawdy nie wiem, i tak człek w podobnej sytuacji, ma poczucie zniewolenia na maksa,,, bez ogłupienia- rozluźnienia farmakologicznego, poddaje się bezkrytycznie woli lekarzy. Tak o 19.30 lekki i rozluźniony, cielęco , bezwolnie wpatrzony  w przesuwające się lampy na sufitach korytarzy, przemykałem leżąco  szpitalno- sportowym łóżkiem - hym hym- popychany (?) uśmiechniętymi paniami pielęgniarkami, tak bliżej i w dół  ku sali operacyjnej…ot ci dola.

…bogdan&ko………………cdn…………….

2011ustkabieszczady 009.JPG

2.Apsik - na zdrowie…

grudzień 18th, 2011

Zdrówko - zdrowieńko obyś mnie zawsze kochało, bo ja cię nad życie przecie.

………..
Niestety jest taka kolej rzeczy, iż to zmienne i nieoczekiwane,  rankiem tyś jak tur, a wieczorem leżysz jak betka w gorączce i bezradny jak dziecię. Idzie , jedzie się do pracy, ot normalka , pewien cykl i potrzeba, wracasz także…ot jednak nie zawsze w pełni sił i zdrowia.

Na którymś z licznych tasiemcowych  godzin pracy, ot winno być max dwanaście godzin, lecz na noc przychodziliśmy na szesnaście.Szef to tolerował acz nie nakazywał, był ok…wraz koledzy zmiennicy z ochrony , sami tak sobie ustaliliśmy.Bo jakże  tu przyjeżdżać na cztery godziny pracy, to i koszt i termedyja, dodatkowo zyskiwało się dzień wolny…cykl formalny był od 15-19, 19-7 rano, no i w dni wolne po dwanaście godzin…bywało ,że ciągnęło się 24 godziny non stop.
A ta nasza spec grupa ochroniarska - hym - hym - to poza jednym  młodym, to reszta leciwa , także w razie czego, toby złodziejowi lub bandycie, pomachali ręką na do widzenia - tu się klanie ostatni artykulik ekspresowy,,, któż to pilnuje mienia i ochrania, w istocie ” ochroniarze ” to 80% niepełnosprawni, fakt nad fakty. Jak to powiedział jeden ze szkolących pracowników do takiej pracy ( firma „LEW „)- Panowie Szanowni - nie jesteście i nie możecie być bohaterami - to was pilnują, a nie wy - jesteście tylko dwunożnym systemem alarmowym…ot tak stwierdził gołą prawdę tej pracy, krótko i po męsku.

…Jestem  ci na takim tasiemcowym dyżurze, godziny leniwie płyną , Sunia bawi się Kocią ,ostatni kierowcy zjeżdżają do bazy, to  transportowe lub betonomieszarki „gruszki”. Tak koło dziewiętnastej cisza zapada, noc także…cykliczne obchody , zapalenie oświetlenia terenu, ot normalka i wszystko gra. W dyżurce telewizor naprzemiennie z radiem sobie gaworzą, a ja słucham , zwierzyniec pokład się w legowiskach - Sonia przez sen wywija łapami - pewnie kogoś goni , Kicia hyc na kolana i mruczy swe mruczando do snu, cisza w biurowcu i poza budynkiem… co jakiś czas zjeżdża kolejny TIR do sąsiadującej bazy  transportowej…oko się mi także przymyka, lecz dzielnie z tym walczę - to się przegryzie jabłkiem, to szybki obchód, lub leniwy spacer  z podziwianiem rozgwieżdżonego jesiennego nieba z latarnią księżyca…trasa jak u psa na łańcuchu, wahadłowo i monotonnie.

Tak gdzieś około północy , zaczyna mnie pobolewać najpierw nieco żołądek - ot myślę sobie - objadłeś się tym jabłkami ponad miarę - teraz cierp łasuchu jeden! Wiercę się na tym fotelu i wiercę , żołądek odpuścił, zaczyna się ból pleców, tak od pasa do góry, co się ruszę to jeszcze gorzej,,,głowie także zebrało na ból,,, dalej narastające z każdą godziną  bóle kręgosłupa,,,cóż tu zrobić do zakończenia dyżuru jeszcze wiele godzin…począłem robić sobie zimne kompresy , u majstra była lodówka - uf , jaka ulga - to na czoło , to na plecy - moment ulgi - i i - ta cholerka dalej świdruje me biedne ciało…ani to spokojnie usiedzieć czy postać , szybki czy wolny marsz także żadnego efektu nie daje  , wręcz jeszcze gorzej…co tu zrobić, jak tu jesteś sam jak palec…samo pytanie - może wezwać szefa - może da zmiennika - ee tam - w środku nocy? - robić raban, jakoś nie bardzo, okaże się głupstwo i będzie obciach…

Tak cierpiąc katusze, robiąc wygibasy, szukając jakieś pozycji ciała bez nieznośnego rozlewającego się bólu, przegrywałem i cierpiałem,,, wytrwałem do godzin wczesno porannych, jednako tak gdzieś około czwartej rano, miałem już tego dość - ja ja tego już nie wytrzymam - w ustach sucho - wszystko mnie skręca od torsji i bólu…łap za telefon i dzwonię o pomoc… ledwo wydukałem o co mi chodzi, co mi jest i gdzie jestem…dyżurna z namaszczeniem wyciągała informacje - jeszcze trochę toby ziewnęła do słuchawki - no dobrze  wysyłam karetkę do pana - proszę czekać …no i czekam.

Bramę rozwarłem, kiwam się na krześle w dyżurce, jak jakiś człek z sierocą chorobą , wańka wstańka - w przód w tył - miarowo-  ze stękaniem bez mała porodowym…pierwszy pracownik wchodzący na zmianę kiwa mi ręka - hej hej- cześć - mój grymas  powitalny,,,wreszcie zajeżdża karetka- wchodzi starszy siwiejący lekarz- to pan?- ni pyta czy stwierdza domyślnie - cóż, nazbyt boleściwie wyglądałem- odpytał co i jak - rozbierz się pan- puka stuka , naciska , w gardło zajrzał …następnie sięgnął do swej lekarskiej walizki , wyjął strzykawkę i ampułę z lekarstwem - dam panu zastrzyk przeciw bólowy - nie widzę nic zagrażającego życiu i potrzebie hospitalizacji - dobrze doktorze, ale co mi jest?…podejrzewam nerki lub woreczek żółciowy - powiada arcy spokojnie lekarz - dał zastrzyk - pracownicy idący na zmianę, zdziwieni obecnością karetki i  „ciecia” wypinającego, publicznie bez mała , swój tyłek…co jest ?  lekarz swoje zrobił , wypisał swe zalecenia i przykazał abym pilnie, niezwłocznie  udał się do lekarza rodzinnego i wykonał USG.

Zrobił co należy, karetka z cicha odjechała, przekazałem mistrzowi  obowiązki, w tym o tym co ze mną ,,,humor mi się nieco poprawił, gdyż ból zaczął ustępować - ech myślę sobie , dobra nasza , przechodzi i basta po kłopocie. Tak sobie rozmyślając,cały jeszcze roztrzęsiony i nieprzeciętnie wymęczony, powędrowałem - pojechałem ci ja, do miejsca zamieszkania zwanego os.Szybowników w N.Fordonie. Tam pod nieobecność domowników, wszak połowica w pracy a synowie w szkole, tak w ciszy sobie zasłużenie zasypiam…mniemając , iż obudzę się żeśki i zdrowy i i i …

O słodka naiwności! Nie minęło kilka godzin snu, budzę się  w boleściach, pozbierałem się i jadę do Rejonu o poradę , wręcz ratunek…była niezła kolejka , to jesienno grypowa pora, lecz widząc me katusze i wymęczona fizys , przyjęto mnie nieboraka poza kolejką - lekarz wysłuchał , poczytał wskazania kolegi z pogotowia - no tak no tak - kładź się pan na kozetkę - mówi ci młoda lekarka -  lekko dotyka palcami tu i tam me brzuszysko - hym hym - nawet przyjemne było…- a gdzie boli bardziej? - pyta i bada sobie nadal, jak radar we mgle - no tu  tu, tak w ogóle to ja sam już nie wiem…- o jasna cholera !! aauuu - zawyłem sobie niczym wilk - to szanowna lekarka , nagle zdecydowanie nacisnęła, trafiając we właściwy punkt - ale ale to bo bo boliii !!! - prawie krzyczę - dobrze już dobrze - spokojnie mówi ” mój ładniutki oprawca ” , prawie się szelma śmieje - już wiem co u pana za dolegliwość- piszę panu skierowanie do szpitala i tamże musisz się pan natychmiast udać - dasz pan radę sam?,,,dam, mus to mus - powiadam - coś masz pan z woreczkiem  żółciowym- dalej to szpital poprowadzi - do widzenia - do widzenia -… z wrażenia zapomnialem o tym szarpanym bólu.

Jeszcze informacja , jaki szpital ma dyżur, był to ci nasz „Biziel „, tam ci dojechałem po półgodzinnej jeździe w ” podskakującym autobusie” , tak z każdą chwilą coraz bardziej padnięty i obolały.Tam człap człap do Izby Przyjęć, i dawaj procedury medyczno administracyjnej ciąg dalszy…

A tym  już  cdn.

…bogdan&ko………………………

zordanc3.jpg
buty.jpg

Apsik- na zdrowie…

grudzień 16th, 2011

Grzecznie każdy, tak bez mała odpowie, a katar przecież to nie zdrowie. Fakt, gdy kichasz na wszystko to i masz to w nosie  - a co? - właśnie to- zdrowie to.

……………..

Tak sobie pomyślałem, że nie ma jak to pogderać o zdrowiu, to może być  niezły ubaw i nauka mini przykładu.Wszak przy byle uroczystej okazji i takiej sobie, życzymy wszelkim człekokształtnym  ludziom, zdrowia i zdrowia, tak  ponad wszystko. Więc poza bezcennym życiem jako takim, zdrowie i o zdrowiu temat rzeka. Nasz  wieszcz ponad wieszcze  rzekł ci przecie ; zdrowie ty moje zdrowie , ceni cię ten co cię utracił,,, widzę jasno com utracił - com zyskał  w tej ozdobie…hym hym - może to i początek fiksum dyrdum???

………………..
.

Zakręcona  boleściwa  nocka…

Jako dziarski men, zawodowo sobie uczęszczałem do  firmy  na nocne zmiany, tak celem śledzenia ewentualnych wrażych zastępów złodziejsko - wandalistycznych, czyhających na mienie firmy. Miało to miejsce na węźle betoniarskim, niedaleko dawnych zniwelowanych działeczek miejskich ul.Smoleńskiej.

Przemaszerowawszy poprzez hałdy dawnych popiołków , od strony ul.Toruńskiej, tak ścieżyną pośród pagóreczków, samosiejek drzew i krzaków, wątłej trawy i wszędobylskiego szlamu z EC, dotarłem do celu na zmianę . Kolega Stasiu (św.p) krótko mnie przywitał - no jesteś - jak widać i słychać i czuć Stasiu - odparłem dziarsko - wszystko gra i pies szczeka , przekazał wiekopomną wiadomość - no to się zmywaj do domu- powiedziałem uroczyście…Stasiu był  jakich mało niestrudzonym mechanikiem amatorem - jeździł najpierw maluchem później Tawrią …tak w ogóle to więcej z walczył z usterkami jak jeździł, fakt ten przyjmował ze stoickim spokojem i robił swoje dalej,,tzn, usiłował korzystać swobodnie z uroków kierowcy swego pojazdu,,,tako i teraz zakręcił zakręcił i i i poszedł z warkotem turkotem i dymem, mijając bramę pomachał i już go nie ma.

Ja sam na powierzonych włościach, sam i pies - taka mała suczka, kundel zabawny i niestrudzony. Oną znalazł właśnie Stasiu, szedł kiedyś na zmianę - patrzy - a tu jakaś reklamówka z zawartością , tak tuz przy ścieżce - podniósł zajrzał - a tu pokrwawiony nieprzytomny piesek - dobra dusza wziął ją do portierni - tam przez kolejne wszyscy koledzy wraz opiekowaliśmy się ja i leczyliśmy - wszyscy zgodni w zdaniu - co za łajdak tak morderczo potraktował tego psiaka - tą naszą Sunię. Ona biedna długo dochodziła do siebie, wylizawszy się z ran ciała, z trudem odzyskiwała   zaufanie do człowieka, minęły ze dwa miesiące gdy zaszczekała i ufniej zaczęła reagować.Ot pieskie życie.

Zaprzyjaźniła się z kotką , tako jesienna znajda z pobliskich ogródków,,,to znów ja zareagowałem na miauuu- płacz bezdomnego przemokniętego kociaka, ot tak po sezonowo beztrosko porzuconego. Ciekawostki dwie , tyczące zwierzyńca. Sonia , poza nami tylko za pana uznała jednego z pracowników, operatora węzła ,,,przypadli sobie do serca - gdy rano wjeżdżał do pracy, pędziła do niego jak strzała - niepojęte jak w tym ogólnym hałasie poznawała  jego samochód, tako czym ja zauroczył,,,gdy przeszedł na emeryturę wziął ją do domu - spotkałem go po latach - no i jak leci, nie pracujesz ? - noo już nie - Sonie pewnie  zostawiłeś ? - coś ty , czeka w domu - patrzę - jak mu oczy błyszczą oburzeniem - i  i się ciesze tak - oj no to fajnie…to człowieczeństwo prawdziwe.

Kocia była wobec mnie przymilna , nie raz mi zamruczała niechcianą kołysankę - wszak nocą na służbie nie wypada.Dzielna kotka miała za kumpla w dzień majstra bazy sprzętu i transportu, zwłaszcza gdy powiła swe kociaki, chadzała do niego dumnie po mleko, wiodąc ze sobą swe kociaki jak kwoka   W wolne od pracy ogółu pracowników, poza ochroną firmy, zabawnym było obserwować jak to kotka , na trawniku uczy kociaki polowania. Przynosiła taką jaszcze półżywą jaszczurkę , żabę czy mysz polną - podsuwała ja pod nos malcom i leniwie kładła się obok. One podszczypywali tą mysz, udając tygrysy, gdy mysz ocknęła się i chce w nogi,niby leniwa kotka hyc ją łapą i zabawa od nowa,,no potem to już białko i rzeź. W końcu mamuchę kotkę gdzieś wydano na wieś , no bo była dzielna i łowna.

Ciekawostka dalsza Koci taka, były od niej para kocia. Kotka była szara, a jej brat niesamowity biały albinos. Gdy „siostra” poszła na amory i szlajała się jakiś czas po okolicy. On młody  kocur pozostał samotny u nas. Po niedługo wróciła i za jakiś czas się okociła, miała trzy kociaki. Niestety była bardziej płochliwa i nerwowa jak jej ” brat ” , w tym ogólnym intensywnym ruchu pojazdów na terenie firmy, uległa potraceniu i  padła bez życia.  kocięta byle bardzo małe , praktycznie z małymi szansami na samodzielne życie. Stała się rzecz niezwykła i ciekawa.

Nasz Albin przejął obowiązki wychowawcze ” siostry” , czynił to z pełnym oddaniem, pielęgnował kocięta, prowadzał na karmienia mlekię m przez nas czy kociego tatę , majstra, fukał , brał w za futerka w zęby i wara na drogę ,,,dopiero gdy popołudniami stawała praca pozwalał swym ” siostrzeńcom na więcej swobody „, nauczał wszelkich kocich prawideł , trzymał dyscyplinę i czuwał nad ich bezpieczeństwem. Nawet Sonia musiała ostrożnie wkoło nich chodzić , choć się znali i przyjaźnie traktowali, nawet spali wraz razem w legowisku.To było nad wyraz nieprzeciętne , koledzy i pracownicy niejednokrotnie komentowali- patrz niejeden człowiek porzuca bez serca drugiego - a tu takie zwierze - z takim oddaniem czyni opiekę , ot taki koci stryjek - no no - i tak ta kocia rodzina, długo, długo sobie żyła w zgodzie z tym ludzkim otoczeniem.

to tak pobocznie historyjka , ja do innej zmierzam , do takiej boleściwej,,,lubo związanej z w/w opisanym miejscem , czasie nie tak odległym. Ale to może już inszym razem…

cdn………

…bogdan&ko,,,,,,,,,

2011ustkabieszczady 093.JPG
koty.jpg

Ludzie po drodze…

grudzień 13th, 2011

To istotne, ten chód i marsz codzienny, tak tu i tam.Tak idąc mijamy i przemijamy, trawimy swój czas, tak na sprawy istotne i banalne do bólu. Poza nami samymi, najciekawsze są spotkania i rozmowy z drugim człowiekiem.To wręcz przygoda i frajda, gdy tak, zatrzymamy się w swym podbiegu starego sprintera, wartko rozmowa popłynie, słowa słowa i historie.To sens  naszego pobratania homo sapiens i życia, naszego jedynego i twego.

………………….

F r a n c i s z e k  ci ja …

Tak się otarłem okolicznością towarzyską, o osobnika płci męskiej niewątpliwie, iście przedziwnego i intrygującego. Pan Franciszek tak  metrykalnie to dziadek nobliwy, wszelako z wigoru i wyglądu niezłe ciacho dla pań stanu wolnego, bo on ci wolny jest ci. Inżynier w stanie odpoczynku, spełniony zawodowo i życiowo. Z jego losów  życie niejedna historyjka , tak odrębnie, posłużyła by na nieliche opowiadanie. A spisane faktograficznie, to historie człowieka który wszelkie przeciwności ” przyjmował na klatę „, lubo ostro z nimi walczył.

Począwszy od szkoły średniej, miał  „pod górkę ” , gdyż ojciec był akowcem, więc poza nim i rodzinie się dostało. Do końca życia opowiadaniom  ojca, tym krzywdom nieuprawnionym,  przydawało świadectwo, to jego okaleczone dłonie, poobcinane w przesłuchaniach SB końcówki jego palców.                                                                     Nie dożył tych czasów ” wolności bez wolności ” - wszak stosunek nowo władzy do starych patriotów, dał świadectwo taki obrazek; w okrągłą rocznicę Powstanie Warszawskiego, Vipy rządowe pod parasolami  w siedziskach,,,staruszkowie zasłużeni o laskach i kulach na stojąco i w deszczu…dopiero młodzi harcerze zareagowali na taki dyshonor, brak opieki, brak uszanowania ich roli historycznej, a przede wszystkim ludzko pozbawienia ich pierwszeństwa głosu i znaczenia,,,

Nasłuchałem się ci jego życiorysu  po pachy, mieliśmy i czas i luz, tak od baru po pójście na małe zabaw,.,ot działo się to niedawno, tak wczasowo relaksowo we wsi Ustka. Tak przy stoliku stołówkowym, kawiarnianym, na spacerze plażowej, czy na  ławeczce, wśród wrześniowej nadmorskiej aury, płynęły słowa jego opowiadań.

Po swych burzliwych latach młodzieńczych, początkach swej kariery zawodowej, spełniony rodzinie - wszak się dochował dorodnej córki, zaczął zbierać owoce swego życia. Ot tak z dnia na dzień, zwyczajnie spowolnił swój bieg - towarzystwo przyjaciół i znajomych, chata na czasie i z pełnym wypasem, samochodzik bajer i podróże liczne - tak sobie przed siebie dla przyjemności… wszystko przewidywalne i pod kontrolą - ale ale ??…

Coś tam w piersiach zakuło, oddechu zabrakło i ból i ból. Rad nie rad, zjawił się u lekarza - panie doktorze, coś tam mi ” skrzypi „, pewnie głupstwo - mówi , prawie sam z siebie kpiąc - proszę zbadać, tyle, że mam mało czasssuu… - uch ale boli…i i i…  -   za godzinę muszę być w swej  firmie… dobrze dobrze - mruczy doktor - no i rzetelnie bada - tu posłuchał, tam popukał - nagle łap za telefon! - pogotowie ? - proszę natychmiast przysłać karetkę !! - mam tu stan przedzawałowy!!! - co takiego ??? - wystraszył się nasz Franciszek - ano takt to - zdecydowanie mówi lekarz - kładź się pan na kozetkę i spokojnie oddychaj - zaraz będzie ERKA …

Tak to z malej chmury powstał deszcz - ulewa zdarzeń zdrowotnych, nowego etapu życia Franciszka. W szpitalu zabiegi na sercu, wyjście do domu z kategorycznym wskazaniem - uważaj pan - zero wysiłku i jakiś dużych emocji, o pracy nie ma mowy - oczywiście doktorze , oczywiście - zgodnie odpowiadał ” świeżynka zawałowiec „…minęło kilka tygodni, poczuł się lepiej ,no i  hajda we wir pracy, wszak jego firma - solidny markowy tartak, bez niego nie mógł  się obejść (?)

To już jednak nie było to, bomba jego ciała tykała cyklicznie - wszak lont odejścia, los już podpalił - czuł się źle - co rusz pędził, tak od lekarza do  lekarza, po poradę  i leczenie z gwarancją pożycia…niepomny, iż lekarze, to nie czarodzieje i cudotwórcy, natury nie przeskoczą - jedynie mogą co nieco załagodzić,,, trafił tak na kolejną konsultację do znanego kardiologa oraz neurochirurga -  przebadali pomyśleli - no i co? - panowie profesorowie? - nieco zmieszani - wiemy co jest , to nie wróży nic dobrego - oględnie mówią - panowie konkretnie, to już koniec!?? - nie ma ratunku? — no no ratunek jest , ale ale to straszne koszty - panowie  mówcie - ….to są  tysiące dolarów - to za stymulator z USA - a i tu zabieg za kilkadziesiąt tysięcy - to pana jedyna deska ratunku aby wytrwać i przeżyć …

jeżeli pan takie środki zgromadzi, wykonamy taki zabieg - to stymulator bólu wszczepiony  w kręgosłup…dwie elektrody wszczepia się w kanał kręgowy, dodaje podskórny zasilacz - po wyregulowaniu, potwierdzającym zarazem skuteczność, damy panu taki pilot, pozwalający na zewnętrzną regulacje. W zależności od wysiłku nasilenia bólu, będzie pan sam sobie ustalał działanie stymulatora…a a jaka gwarancja , iż na pewno pomoże ? - cóż tego nikt nie poda, ale z praktyki wiemy, że ryzyko niewielkie - Franciszek dał sobie parę dni na ochłoniecie …zdecydował się , zdeklarował wobec lekarzy, co do konkretów i kosztów.  W danym momencie nie miał ku temu środków.                                             No i tak zaczęła się   w o j n a    Franciszka z bólem , z niedołęstwem, tak aby godnie jeszcze pożyć.

Napoleon, na pytanie co potrzeba do wojny - odpowiedział - to trzy rzeczy - co? - pieniądze, pieniądze i pieniądze…tako i współcześnie to aktualne, na każdym polu po to osobiste zagrożenie cierpienia i zdrowia.

Wstępnie  poszły wszelkie oszczędności, dalej sprzedał swój wychuchany zadbany dom.W Tym domu miał wszystko ku temu aby spokojnie się odstresować,  w pełni zrelaksować, w otoczeni zieleni swego ogrodu, tako przyjaciół , zwyczajnie od pogoni zawodowej, tak prosto i zwyczajnie będąc w swym zaciszu i ostoi. W pierwszym okazaniu domu, zdecydowanemu kupcowi, był nico zdystansowany - ot mus to mus-wszelako gdy klamka zapadła, pieniądze wpłynęły, ostatnie wynos rzeczy, ot przekazanie kluczy , jeszcze ostatni spacer po swych kątach - ot i łza żalu na policzkach spłynęła .Tak, nasz dom jest tam gdzie my jesteśmy, gdy go tracimy, to część nas z nim odchodzi.

.
Dalej już z mniejszą estymą,  choć także z ociąganiem, przekazał - sprzedał, swą drugą radość życia, swój tartak, to miejsce pracy i sprawcza   duma posiadania , bycia potrzebnym ludziom i sobie. Nabył go dobry znajomy dla swego syna, tu już, ta nowa ręka nastawiła się bardziej na skonsumowanie zysku, ponad oddanie serca swej firmie - ale to już taka kolejność rzeczy i prawidłowość .To taki trend , lubo prawidłowość, mało ceni się prezenty bez należnej pracy i trudu, podane na tacy lekko się je konsumuje. Niestety mało jest przeciwnych przykładów.  Kochamy to co wypracujemy i zdobędziemy sami, swą pracą zaangażowaniem i pomysłem. Nieraz jeszcze po sprzedaży, ów znajomy prosił byłego właściciela o pomoc i radę techniczno - organizacyjną … młody właściciel się ” nie wyrabiał ” …to tylko jakiś czas po zabiegu, później sobie odpuścił, wszak żal mu było tam być, miał odczucie jakby opuścił swe” dziecko”…poza tym zdrowie to zdrowie , precz sentymenty trza godnie dalej żyć.

.
Pozostawił sobie skromną kawalerkę w jednej ze starszych dzielnic Bydgoszczy. Na zabieg operacyjny , w dobrych rękach i pozytywnie, się nie spóźnił, kosa nad głową oddaliła  się, zapanował na swym cierpieniem. Wygrał swój bój o godność człowieka życiowo spełnionego, wygrał mini nagrodę za swój trud, oddal swe wszystkie dobra i niespełnienia, by być , by trwać.Niby to banalne , wszak ” tonący brzytwy się chwyta ” - ale ale - iluż jest , co ponoszą się  nadzieją złudną - ee tam - mi nic nie będzie - ja i sto lat i wszystkiego do końca - tak i materię , władzę i znaczenie… nie ma nic bardziej mylnego! To nie do pogodzenia wraz.

Aktualnie samotny niesamotnie, wszak ma swa partnerkę, pogodzony ze sobą i światem, uśmiechem wita ranek - no no - wszak to ten następny po wczorajszym, i i  dalej są dalsze…gimnastyka, śniadanko , nieco serwowania w komputerze,,,wyjście - spotkania i podróże , rozmowy z ludźmi ot nowe wrażenia co dzień - tak dalej i dalej , na pohybel czasowi do zachłyśnięcia się urokom życia - jego wybranki  kochanki …

.

…bogdan&ko…………………………..

.
kochajmy życie póki jest

jutro będzie zdrada

jutra może już nie być wcale

.
na nic św.Franciszkowi

mirra, kadzidło i złoto

gdy ONA stuka oto…
………………………….

2011ustkabieszczady 223.JPGśmiej się błaźnie, wszak cóż nam pozostaje

2011ustkabieszczady 225.JPGdom, kochajmy bezkrytycznie, tam nasze spełnienie i ostoja

Jejmościanka kobieta…

grudzień 9th, 2011

Tak to ci jest , z małej chmury bywa duży deszcz. To tak sobie ku pokrzepieniu oczywistości. Obserwacje, próba zrozumienia postępowania kobiet, niezależnie od wieku i stopnia człowieczeństwa - hola hola mości panie! - dobrze dobrze już dobrze - to oczywiście, że  chodzi o blond włosy i urodę  ponad przeciętność…

Bo co racja to racja, ona jest cudem czułości, miłości , no i tego co po cichu nęci kręci  menów (co takiego?)…tyle, że wyłącznie  w oczach i hołubieniu tego jedynego. W tej masie konkurencji koleżanek babskiej doli, wartość dodana , gdy  kocha i jest kochana.Bez lustra jego oczu i adoracji, pognębienia konkurencji , mikro jej i przykro. Zresztą i onemu kiepsko tak ganiać jak samotny basior - ot życie.

Jednako  różnica jest zasadnicza, on potrafi się spełniać w działaniu materialnym, jest zdobywcą i poszukiwaczem, kiełzna naturę, siebie samego, naukę i tworzy  n o w e. A ona? owszem , zgodnie z trendami , potrafi wymienić go na nowy model, być niezależna  na coraz wymyślniejszych polach i rolach.Tyle tyle, płaci to samotnością , odtrąceniem przez czas i pustostan wokół siebie.Lecz generalnie ostrożna , płochliwa do zmian nowatorsko zaskakujących, kocha posiadanie wszelkie.

.
Wbrew ogólnemu lansowi, kolorowym ” mamrotom ” czasopism dla pań, taka ” kurka  domowa ” ma wzięcie i święty  spokój. I  to głównie od kochanych ” życzliwych koleżanek „, co to poszeptują - ee Fruzia - co takiego ?- on i szpetny, dziobaty i cię lekceważy - rzuć go i masz luz bluz…tylko ta sam ” dobra duszka ” , ” siostra od serca ” ,  jutro maszeruje z jej partnerem. To jest wojna płci , tak o przetrwanie , dowartościowanie, uczucia i macierzyństwo, bezpieczeństwo jutra. Tego dnia i dni, gdy zima, gdy  dzieci już w swych osobnych gniazdach, przekwitanie i słabość. Wówczas emancypantka bije się w pierś, cóżem ze swego życia uczyniła, nic cisza i podzwonienie echa pustych ścian.

Kto nie wieży, jak kobiety wiekowe, takie sobie i samotne są spragnione towarzystwa, niechaj ruszy na taką towarzyską polankę z ławeczkami w Myślęcinku. To tak po skosie ze sto metrów od pętli tramwaju, w prawo,  taka okrągła polanka z ławeczkami, takie małe zacisze obok głównego traktu spacerowego. Nie do wiary jak tam, od wiosny do jesieni , tętni życie spacerowo towarzyskie.

Tam w rozmowie, oddycha się szczerością ludzi życiowo spełnionych, acz w istocie samotnych. Bywa i dowcipnie,   śmiesznie, i nieraz nieco groteskowo. Wszelako jest tam niesamowita atmosfera bratania i takiego luzu, szczerość i tolerancja dziwactw jest na maksa. Nostalgicznie poetycznie można powiedzieć , to miejsce jest  pełne luster oczu ludzkich, tak wzajemnie życzliwie się przeglądających, oczekujących przyjaźni tako pospolitej rozmowy.

Kończąc. Mamuśka polka , kobieta ciepła, serdeczna i szczera, przyjaźni i uczuć jest zawsze warta. Tako poświęcenia i oddania takiej cześć i chwała. O przeciwnej naturze wspomnieć nawet nie wypada. Jak powiedziała nostalgicznie Brigit Bardot, piękna kobieta i aktorka  ,,,     ” kobieta jest wypoczynkiem wojownika” , no no i niechaj tak pozostanie.

Kiedyś tak na sali tancbudy, tak przy kieliszku, towarzystwie męskim wolnym - kolega z rozrzewnieniem ckliwym, należnym rauszu nastroju,  powiedział - popatrz Bodzio wkoło - zobacz tyle kobiet, po prostu multu - ale wierzaj mi, że tych prawdziwych to na lekarstwo - cholerka jedna - gdzie tu szukać ?- no tak kolego - co prawda to prawda - cóż ale szukać, próbować  trzeba - w końcu Stachu - w totolotka  wygrywają , ci co graja - racja racja - no to cyk na pohybel smutkom…fin

…bogdan&ko

2011ustkabieszczady 108.JPG

…………………….

bieszczady2011 009.JPG

………..

Baju baju baj…

grudzień 9th, 2011

Nie masz milszej rzeczy jak bajanie

zwłaszcza rano jako koguta pianie

bo gdy kura jajo zniesie

wiadomość głośno niesie

kogucik swe głosy  pod niebiosy

szybko chrypką maskuje

bo niecnota na kurki się szykuje

< <<
stara kura skrzypi, młoda zrzędzi

jedna i druga do miłości  pędzi

zawiedziona  popada na grzędę

byłam  nisko-  wyżej siędę...
<<<<

przewrotność ludzka nie zna miary

choćby winna , nie uzna kary

>>>>>

chlubą człeka, wiara wielka

śmiać się gdy radość, tako gdy poniewierka

< <<<<
Ciekawe jak to dziwnie jest i się staje

płacz bohaterom, a durniom gronostaje

< <<<<<
myślisz żeś szczęśliwy,toś kiep

to tylko, pozłoty życia lep

>>>>
niebieskie ekrany, iluzji życie

tu na padole, realne bycie

byle dobre  i godne wielce

nie zagubione  dna  butelce

;;;

cyt.” gdy śmierć jest pewna, a w walce tylko możliwa , niechaj się człowiek do walki zrywa”

zatopiona działkczerwiec 006.jpg…bogdan&ko…

::::::::

Miły deszczyk…

grudzień 2nd, 2011

W końcu pada, tak, to nie żart, z braku śniegu niech ci i już sobie popada. W domku swym - hym hym - robi się lirycznie i nostalgicznie - tak ciepełko ogniska domowego cie przenika - wkoło bezpiecznie i wesoło… za oknem ciemnica niczym w kazamatach, człeka przechodnia nie uświadczysz…choć i bywa , że zakręcona spóźniona para, jak para wróbli niefrasobliwych skacze frywolnie po kałużach - ot taki stan zapomnienia, o porze dnia , roku i  swej jesieni, i gniazd swych kalania - ot tak ku swawoli i lekkości ducha. Tu rada,,,

choć swawola radość okazywać ,

wszelako o życiu nie zapominać…

gdy zima zapadnie i chłód schłodzi już wszystko

kto ogrzeje stare wróblisko

po kałużach skacz sobie wedle woli

lecz pamiętaj o żywota kontroli

starych wróbli mądrości  wielka

najlepsza  ciepła własna kołderka

a puste czyny jak czcze słowa

nie przydadzą wiary od nowa

< <<<<<<

2011ustkabieszczady 232.JPG
< <<<<<<<<<<<<<<<<<<<<

2011ustkabieszczady 039.JPG

>>>>>>>>>>>>>>>>>>>

Cisza oczekiwanego…

listopad 26th, 2011

Tak jak i ta jesień, nastrój raz w górę raz w dół, tako raz słońce na przemian  poszarzały dzionek. Wszystko się przeplata , czasami nieznośnie do deprechy bólu.Ta huśtawka jest przynależna życiu codziennemu, lecz jakże bywa nieznośna. Oczekuję tego nostalgicznego deszczyku, ten ci dziwnie w ukryciu, skąpi tego szmerku kropel unisonu.
…………………………………………
Za cyrka dwa tygodnie mamy już grudzień, to pozytyw , iż z dniem świąt następuje przesilenie dnia z nocą , dnia przybędzie może wraz humoru. Boże narodzenie już teraz na całego obchodzimy co dzień w super markietach, ot szczęście kreowane! Tako , gdy już przyjdzie ten dzień świąteczny, z tego wmówionego szczęścia jesteśmy nieszczęśliwi. Okazuje się dobitnie kolejny raz , że pospolicie zatraciliśmy sens tych świat. Ta szaleńcza pogoń za błyskotkami i gadżetami, nie jest naszym dobrem. To tylko my i oni razem, to rodzina bliscy i przyjaciele, tworzymy to coś , to małe ciepłe coś.Bez tego samotność , cisza i zwątpienie w sens naszego istnienia. Bo odnalezienie się wraz , w tej masie ludzkiej, znalezienie swego miejsca w ufnym bezpiecznym kręgu, to jest lube i oczekiwane.

………………………………………..

Przyszły miesiąc, będzie trudnym mi osobiście. Po pierwsze  powrót do pracy, nawet na mus i wbrew opinii lekarza - tu każdy taki „przestój” powoduje stres powrotu,,,nowe obawy. Ale co konieczne mus robić , egzystować trzeba . No no chyba, że zapragniemy losu menelskiego…tu mi jakoś wyobraźni praktycznej nie staje,,, bo jakiż bym musiał założyć sobie wewnętrzny knebel, jaką zagłuszarką zapić, swa jaźń i osobowość - bbrryy…no tak cnotą nie mów nigdy ,,,bo bo nigdy nie wiadomo,,,bo niejednego silnego szaraka, psy wśród przyjaciół zażarły…

Inną dość bolesną sprawą, jest rozpatrzenie mej formalnej skargi, prośby o rozstrzygnięcie mych spotkań z rodzonym wnukiem. Tak mnie rozsierdziła ma synowa, tym głośnym swym tak a cichym nie ! …praktycznym szlabanem i stop dla spotkań z wnukiem. Z dużymi obawami i kacem moralnym, zmuszony zostałem do formalnego upomnienia się o swe prawa. Smutne to i przykre ,że o oczywistość zwyczajowo ludzką , mus wciągnąć w to prawo.

O wynik raczej jestem spokojny, choć poniektórzy ” życzliwi inaczej „, życzą mi jak  najgorzej - sami ślepi i źli. W mym odczuciu, subiektywnym fakt, sprawa jest więcej jak oczywista. Tyle tylko, że to nienaturalne i niestosowne. Poza tym nie wiadomo realnie, jaką czkawką odbije się to na dzieciaku…ech, przykro mówić , sięgając  wyobraźnią w przód także nie wesoło.

Póki co od sierpnia nie widziałem wnuka ni minuty, także o rozmowie telefonicznej tylko pomarzyć…co do matki to zupełny damski bzik, przynależny urażonym i opuszczonym matką bez swego mena - ot babska niechęć do wszystkiego i wszystkich, zwłaszcza tych „obarczonych winą za jej dolę”,,, to pokrętne myślenie stereotypowe - on matka polka - on swoje zrobił/ wziął (?) ją dziewicę orleańską (?) , łajdak porzucił , gnębił, maltretował co najmniej psychicznie - ntb. jak to łatwo przychodzi???Facet ma przegrane na samym starcie, nie zdąży ust otworzyć, a już winny - paranoja ! Tyle tylko naszego ślepego losu, durnowatego pędu, ciągle szukamy z latarnią  pośród dnia , tej jedynej i kochanej. A jak skończyła się jedna z bajek Szeherezady; cna kobieta to ta, co  już jej  nie ma…
…………………………..

A nasze dziś. Cóż powiedzieć, pachnie wkoło podgrzewanymi starymi kotletami… ani to zjeść ani wyrzucić, ot są i już. Grunt, że po każdej  nocy wstaje słońce -  nawet gdy brak promyków  światła ciepłego, zawsze zobaczymy je przymkniętymi oczyma, odpłyniemy w swój zamknięty świat doznań doskonałych, zamkniętych dla innych doskonałym kluczem - rozumem właśnie…

…bogdan&ko..

2011ustkabieszczady 178.JPG łodzią po wodzie najlepiej  na ryby, drogą na wprost najlepiej przed siebie…
…………………………………………………

« Wcześniejsze wpisy