Młodzi czy starzy jednako złaknieni życia, jednako zasadnicza różnica , jedni, ci młodsi, mogą odejść, a starsi pospolicie muszą. Taka kolej rzeczy i nijak wybawienia , każdy odcinek jest od A do B, liczenie na półprostą jednokierunkowo nieskończoną to pospolita utopia,,,cóż, jednako ten i ów ma nadzieję i wiarę , jedynemu, z takich pełnych czystej wiary, dotychczas się to nawet udało (?)…
< <<<<<<<<<<<<<>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>
,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,, M A R K U S …
Ot może historyjka nie warta dłuższego słowa oglądu , lecz nieco dziwna losem danego delikwenta. Spotkałem go w okresie przełomu mego czasu, ot tak na swej drodze, ot tak w Ciechocinku na w sali tańca kawiarni ” Bristol „, czasu zmiany danego roku , więc karnawał na całego. W układzie uzdrowiska to czas intensywnych spotkań towarzyskich, bo cóż tu robić po wszelkich zabiegach ozdrowieńczych, kto żyw i żwawy, popołudniami zażywał cnego zabiegu , pełnego jakże życia i optymizmu, to oczywiście tańce .
Prawda taka, że grono w różnym przedziale wieku , ochoty tako możliwości różniste, od ledwo kroczek za drepto kroczkiem, do wywijasów całkiem całkiem … ot nieraz głównie dla popisu ponad siły. Tak czy siak to przejaw optymizmu życia, nie poddawania się słabościom, uśmiech - radość - optymizm witalny! Jakże często, w codziennej szarzyźnie życia , zapominamy o najprostszych przejawach , sposobach by poczuć się lekko, wesoło bez garbu smutasa, bawić się w ramionach tancerza czy tancerki, co rusz świętować nasz kolejny dzień tu i teraz.
Pewnego ci razu, przydzielony losowo i ręka bileterki, powędrowałem ci do stolika, do zasiadającego tam nieparzystego towarzystwa - lokal Bristol vel ” Stodoła „- potoczna popularna nazwa tegoż… cześć cześć , piwko, piwko, drink malutki , tańce i żegnajcie smutki…dwie panie z Łodzi , chudy wysoki - tak 190 plus - taka tyka - lat (?) tak po czterdziestce Markus - ten ci ziomek z Bydgoszczy… nieparzysta pani ” bez przydziału ” parę razy ze mną pokręciła się po parkiecie , tak do czasu jak jej men - sympatia dopłynęła do stolika - dosłownie bo był na niezłym rauszu - zostałem bez przydziału dans partnerki…korzystając z nad frekwencji pań, szybko lukę wypełniłem.
Tak o rusz zmieniając partnerki do tańca, miałem nieliche przygody parkietowe.
Po kilku wpadkach niedogrania, tzn. braku jednego rytmu z partnerką, jedna z pań zwróciła mą uwagę , tak od tańca po fantazję ubioru. Mała taka sobie , lecz chichrała się swym sopran altem jak nakręcona, jedna z nielicznych prawdziwie karnawałowo się ubrała, min. miała na głowie fantazyjną niebieska perukę - taki czepek z paskami mieniącej się cynk folii…no i tak od tańca do tańca , przy komendzie wodzireja - panie proszą panów! - miała odwagę i mnie zaprosiła,,,tako dobiła do naszego stolika , zabawa była na fest do trzeciej w nocy.
Trudno opisać te zdawkowe pseudo bełkoty przy stoliku , rausz był owszem ale bez przesady, więcej kawałów śmiechu z siebie samych, ot żarty , lekka rozmowa i - i - tańce - i tańce …tu zaiste obrazkiem przekomicznym był widok tańczącego Markusa,,,jego partnerka do tańca i przyjaźni była normalną z metra ciętą kobietą , na parkiecie patrzała wysoko - wysoko - w jego oczy - onże dreptał uważając , aby się ona nie zaplątała ,,, gdzieś pomiędzy jego (?)…więcej rozmawiali, z lekka podrygując w takt muzyki, niźli falowali czy kręcili kroki taneczne …był taką latarnią na parkiecie…co nie znaczyło wcale, iż pani jego nie była cała hepii , przeciwnie, była cała w skowronkach, taki ci on duży! - i teraz tylko dla mnie ! - och i ach!…..pytanie , cóż tym kobietom tak imponuje wzrost mężczyzny? - doprawdy trudno to racjonalnie zrozumieć …nawet durak ale duży , i masz - wzięcie jak amant jakiś ? - co to jest?
Tak pod koniec zabawy, na sali nieco się rozluźniło, toż co który kuracjusz się zmył do swego sanatorium, pozostali w większości ” tubylcy” i przyjezdni - tako ja…Markus zdążył nam ci zemdleć ze dwa razy, tak nie od trunku lecz osłabienia, okazało się, iż jest poważnie chory onkologicznie oraz facetem po przejściach… ale się szybko regenerował i bawił na fest, tak nieco minorowo na przekór swym słabościom i losowi ,,,my kompani dziarsko mu dopomagaliśmy…
…jednym z naszych , nieco idiotycznym, tam wybrykiem, lecz arcy niecodziennym , bacząc na otoczenie , ludzi i miejsce, było mianowicie zaintonowanie całą stolikową szóstką pieśni ” Międzynarodówka ” - tak podczas przerwy od muzyki i tańca,,,,,zrobiła się niezła cisza, a dalej cała sala z nami wtórowała jak nakręcona,,,,,,,zupełny odlot w poprzek miejsca i tego czasu zabawy,,,,,to był okres po ” zmianach 1989r.” i można było więcej sobie pozwolić. W przeszłym czasie , takie prześmiewcze zaintonowanie takiej pieśni komunistów , skończyłoby się bardzo źle… a tak ryczeliśmy dumnie i chrapliwie : ” wyklęty powstań ludu ziemi , powstańców których dręczy głód, dziś nowa myśl blaskami promieniami , prowadzi nas na bój i trud „…no tak - nasz trud zaczynał się od porannego małego kaca , oj nieładnie nieładnie - pewnie i tak- ale co tam - zabawa swe prawa ma!
tak to było i się przeżyło…
…bogdan&ko………………………………..

ot ci grajki uliczne…..