Strona główna Expressu Bydgoskiego
Strona główna Nowości

Blog kobofordbyd

Blog kobofordbyd
widzę-myślę-jestem…Bogdan Kozłowski

Solidarnościowa kryminalna…

sierpień 31st, 2010

Mamy koniec sierpnia, tako i objawiła się okrągła rocznica strajków- wraz wiekopomne powstanie niezaleznego związku zawodowego. Wszystko mniej lub więcej, sołdzone papką dętej sztywnej pro propagandy medialnej- tak ku czci i chwalby nowo porządków polskich, poniekąd usprawiedliwiene obecnych porządków - tego kapitalizmu po polsku. Tak , trzeba oddzielić kapitalizm jako taki od tego podwórkowego- tego co było u zarania, tego głodu wypełnienia hasła” godność- równośc - sprawiedliwosć „ zostały strzępy.Dzisiejsze realia krańcowo odbiegają, nie tylko od ideału lecz od zdrowego rozsądku przyzwoitości.

Generalnie takie czy ine, osobiste, czy społecznie grupowe jubileusze, to podtrzymywanie pamięci historycznej pozytywnie. Wszystko fajnie , lecz jakże zmieniło się podejście.Teraz wszelkie tuzy władzy, od panstwowej po związkowych działaczy, krzewią „zdrową demokracje „ . Wszelki spór, zasadny czy nie, mały czy big problem, pragnienie i dażenie powszechne - łagodnie się kłócmy i wsio w literze prawa- tak idealistycznie wszystko praworządnie - tak że najmnieszy smrodek winien być skodyfikowany- słowo prostej szczerej prawdy już nie dociera powszechnie - do głosu przyszła obleśna komercja ducha i życia, stagnacja obrosla w tłuszcz samozadowolenia czuba społecznego- tej nowomówiącej „elyty”.

Każde, nawet najmniejsze, odstępstwo od” ciszy i spokoju społecznego” jest rzeczywiście „solidarnie ” tępione jak pluskwy, zdecydowanie i radykalnie z kazdej strony:zielonej, bialej, czerwonej i przedewszystkim sytej - grunt to spokój hołoto! Wara łamać prawo ! To jest nasza pani demokracja! Słuchajcie jej w nabożnym milczeniu- my wiemy co robimy- wy słuchać i kornie wykonywać polecenie wspólczesnych kolonistów unijnych i tu lokalnych kolaborantów- czyniącym calą Polskę wasalem materialno duchowym - wszak wynarodowienie kulturalno gospodarcze jest faktem - czyż bogata , sprawna polska jest sąsiadom na rękę ? O tyle tylko, aby ciągnać z niej zyski- paciorki zostawia się tubylcom , profity i tak idą za ” wielka wodę”. Obrzydlistwem medialnym jest krzewiona samodestrukcja polska - nic nam się nie udaje- jesteśmy nieudaczniki- ciągle się musimy wstydzić - za co? Czy za swe naturalne ambicje i samostanowienie? Co zostało z tamtych lat idealu i zrywu? -zamieniliśmy jak stryjek, motykę za kijek.

Paradoksem jest, taki przemilczny zgrabnie fakt i prawda wprost, to że  żądzą nami kryminaliści! I tacy, co dziś łagodni jak baranki , pilnują nahaja prawa -jak wątpliwej cnoty ich materialnego  władzy posiadania. Każda rewolucja, jak by nie była polega na burzeniu zastanego porządku. Dalej ci burzyciele oblekają się w szaty jedynej możliwej cnoty słuszności , to co znnszczyli wprzęgają w swą nową role - tak już z drugiej strony- na nowo są celebrytem nowo porządku, stref posiadania i władzy. To co bylo negowane i potępione, staje się ponownie ostoją „nowego”.

Czy te podupadające USA i UE to nie zlepek potomkow historycznych kryminilanistów ? Tak! To jest fakt. Dawni dzialacze związkowi siedzieli po więzieniach? Ano siedzieli! A czy to jest chwalebne? Nigdy nie jest! Dziś obrosnięci w tłuszczyk praworządności , histerycznie reaguja na kazdy przejaw dezaprobaty - pare gwizdów na zjeździe „S” i już pan Borysewicz obrażony i zniesmaczony - toż ci nijak ta hołota nie ma kultury! Toż zenada i hamstwo!Tako legenda zestarzała p.Wałęsa ; och i ach - toż oni polityczni- czyt.chcą władzy- no tak, ale coś z tą pamięciom odszczepieńców kameleonskich, jest kiepsko!  któż inny wytykał Gierkowi monopol władzy słusznej, dawnym związkom o siedzenie bez konca na stolkach i samoprezentowanie się !? Właśnie ci sami, te same twarze ! Ta różnica, że to nowa ich szata, dawniej bratnia klasowo z robotniczą , teraz zachowawcza i praworządna. Ot współczesne wtórne obrzydlistw!!!

Cóż teraz pozostaje? Ano wyglądać nowych mlodych”wilków”, zgłodnialych i nie praworządnych.Tak pospolicie i cyklicznie pragnących zburzenia „starego porządku” .To cena postępu, zmiany pokoloniowej, wymiecienia staroci i kurzu stagnacji. tylko z jednym wszelako pragnieniem, niechaj „nowe” nie przepoczwarza się w stare nawyki i przywary. Hasło dnia- kryminaliści( ideowcy) na barykady! A Kaczmarskiego szlagwort:” a mury runą runą i pogrzebią stary świat” niechaj będzie wiecznie żywe.

…bogdan&ko…………………………………….

Owoc dobrej rady…

sierpień 25th, 2010

Ot tak bywa i jest, radzimy się lub sami udzielamy rad. Albo puszczamy to mimo uszu, lubo bierzemy sobie je do serca. Zawsze ktoś się znajdzie do udzielenia dobrej rady, sami, jeżeli jesteśmy otwarci na drugiego człowieka, także ich udzielamy. Czynimi to tym chętniej, gdy jesteśmy mocno przekonani o swej racji, zwłaszcza wspieranej osobistym doświadczeniem, praktycznym analogicznym przeżyciem.

Choć potocznie się mówi o łatwości udzielania rad- łatwo ci mówić! - wszelako, to dobra forma wzajem pomoc, zwłaszcza w kłopotach. I nie tylko ot tak li tylko ku przestrodze. Wyraznie to słychać w mentorstwie rodziców, dziadków, krewniakow wszelkich  wobec dzieci - własnych czy cudzych, to bez różnicy, nic ciągła litania przestróg i uwag. Tak było i jest, tak przekazuje się swe doświadczenie, wlasną historię prób i błędów - tych chcemy właśnie ustrzec swego bliskiego lub bliżniego. Jedyny odpór temu daje własna pycha osobnicza, podejście : ja sam to wiem jak uczynić - ja sam chcę to doświadczyć. A gdy pominie się „dobre rady” ze skutkiem złym - niejednkrotnie- czynimy gorzkie sobie puste żale- dlaczego ja tego nie posłuchalem. Trywialnie można powiedzieć , że tylko głupiec nie korzysta z dobrych rad.Tyle teoria codzienności człeka, jego stosunku do bliżniego i siebie samego.

Ot zdarzyło mi się, udzielic mentorsko takiej dobrej rady. Było to lat kilka temu, czasu osobistych burz, nowego otwarcia na drugą połówkę życia. Bywało się co nieco towarzysko i zabawowo także- tak wręcz systematycznie sobotnio niedzielne tańce i spotkania. Miejsce to osiedlowa tanc buda ( Czarny Kot - już nieistniejąca) dla dojrzalszych osobników, więc nie dyskoteka- zresztą takie miejsca w dobitnej mniejszości- to tak jakby rozrywka zabawą była zarezerwowana dla młodzieży- ta w istocie jest nieco nudnawa, preferuje tance solo- mało przytulenia, a dużo rytmo podrygów. A przecież to sama radość i przyjemnośc , tak w rytmie muzyki, poprowadzić partnerkę w tańcu, chłonąć ciepło bliskości kobiety, wraz z kołysaniem rytmu muzyki.

Podczas zabawy są i przerwy, są stolikowe rozmowy, jest mniejsza lub więkasza drink konsumcja, piwkowanie lub cieniutka herbatka - co kto lubi i chce- byle z umiarem i ku .Tworzą się grona przyjaciół, przychodzą znajomi i nieznajomi, jedni się poznają inni rozstają - ot koktajl różnorodny ludzi- kobiet i panów -  w jednym celu się spotkanych- ku zabawie i relaksu. To mozliwość obserwacji zachowań tych czy owych, od sytuacji śmiesznych po groteskowe lub niesmaczne - bo czym że innym jest widok nawalonej podpitej pani, która leje się danserowi na ramieniu, bredzi bez składu i ładu- obskurny widok - powie ktoś - no tak, ale co powiedzieć o facetach w takim stanie ? Ten bulgoczący, cuchnący alkocholem men, radośnie - w jego mniemaniu- usiłujący byc dowcipny i uwodzicielski - tak zaiste to takze odpychające. Wszelako jedno jest niepodważalne, facet w tym stanie jest śmieszny , lecz kobieta jest tragiczna.

Tak jedna młoda pani, świeża niedawno poślubiona mężatka, taka mocno zbudowana blondynka- świeżo tleniona zresztą .Właśnie towarzyszyła swej nieco starsze sąsiadce, na wypadzie na zabawę, trochę jak przyzwoitka , troche ku rozwianiu swej nudy codzienności. O tyle było to dziwne - tako wyszło przy stolikowej rozmowie - byla solo bez męża lecz za jego wiedzą - podobno nie lubi takiej formy rozrywki - zaiste to dziwne podejście u swieżo co za obrączkowanych młodych osobnikow. No i dobrze. Tyle tyle tylko, że młoda osoba , we wirze zabawy chybko zapomniała o swym stanie cywilnym mężatki. Dodatkowo wspomagana zdrowym rauszem, wzieła sie na dobre za podryw menów- tu konkretnie za muzyka  grającego do tańca- taki „pucio pucio” z piosenki  Młynarskiego.

Muzyk to ci był postawny wysoki facet, taki o  urodzie hiszpana, wąsik i uśmiech od ucha do ucha. Dzierżył gitarę solo oraz mikrofon do swego „trelu” wokalnego, co rusz wodził wzrok po porkiecie, słał uśmiechy do roztańczonych  pań. Tak upatrzył, nawiązal kontakt z tą świeżynką mężatkową , ową panią Violą - ta rozanielona zainteresowaniem, wyróżniona, popłynela w jego ramionach w tańcu jak zgłodniała gazela. Dalej były wyzywające uściski, całusy tym intensywniejsze, im więcej bąbelki rauszu szumiały , a zabawa się rozkręcała wraz z nocą. Malutkie coś, zaczynało przekraczać progi przyzwoitości, zmierzało do „konsumcji” tu i teraz lub w niedalekiej zażyłości- wszystko wyzywająco naturalnie i beztroskie -co  istotą  zabawy bywa.

Wszysko byłoby fajnie, lecz duże ale ale - wszak tyczyło to dwoje nie wolnych ludzi - ot takich „zapominalskich” o swym codziennym życiu- tym, że mają swych ”legal” partnerów życia. Ten obserwowany obrazek „migdalenia” mocno mnie zniesmaczył, zwłaszcza gdy sobie sam wyobrazilem , jak mi to zaczynałaby przyprawiac różki moja pani- no nie !- coś trzeba zrobić !     

Korzystając z chwili pauzy od tanca - wszak ma partnerka poszła w tany- nieco zbulwersowana, iż tak łatwo godziłem sie oddać ją w „obce męskie ręce” - ona sam prychała wszelako gniewem gdy z „obcą babą ” tańczyłem lubo nawet na takową patrzylem! - ot takie zalotne fanaberie- wziłem się za „nawracanie ” młodej pani, takze pauzującej, wszak jej muzyk musial grać do publiki - wtoczyłem jej wszelkie argumenty : a to, że mimo zgody męza, iż choć sam nie lubi tanc zabawy zapewno mu jest przykro- że nie powinna przekraczać granic spoufalenia- ze ewentualna przygoda krótko trwa a skutki mogą być opłakane - że liczy się wspólna przyszłość z dopiero co poślubionym- a to, że to już nie panienka lecz mężatka- że celem jej związku winno być potomstwo - że po prostu zabawa zabawą, a życie życiem- liczy się przyszłość - a uroda  vigor przemijają i co zostanie? - pustka jałowego życia?- czy fajna wspólnota z kochanym na dobre i złe …to wszystko w otoczeniu rozbawionych ludzi - głośnej muzyki - parującego wzajem rauszu - tak nieadekwatnie do zabawowego nastroju , wytrwale ‘kadziłem” młodej kobiecie… ona o dziwo sluchała i słuchała - w efekcie bez żadnej przygody dopłynela szczęśliwie do domu swego - no i dobrze !

Dni sobie popłyneły, sąsiadkę mężatke widywałem a jakże , poznałem męża - calkiem poukładany facet - i nieco drinków wraz wychyliliśmy, nawet na wspólna zabawę go wyciagnełem - ona sama już na zabawy nie ciągneła. Co najfajniejsze, wzieła me różne sugestie do serca, zwłaszcza tą o ich wspólnej przyszłości i dziecku. Jak pomyślala tak i zrobiła - na powitanie męża z pracy koktajle jajeczne kreciła - wszak chłopu w jego vigorze trza pomuc! - tak i w tym samym roku w ciążę zaszła, urodziła mu chlopca, ma już szesć lat - są spełnieni , zgodni i szcześliwi. Miło patrzeć jak są na wspólnym spacerze, cieszą się sobą , swym  związkiem  trwałym dziś i na jutro.

No i co powiecie? Czy nie warto nieraz inerweniować w nie swojej sprawie, wtykać nos w cudze życie? Ileż można uniknąć życia porażek na czas będac ostrzeżony, ileż spotkać dobrego, po skożystaniu z życzliwej dobrej rady. Oczywiście trzeba chcieć słuchać i być słuchanym.

…bogdan&ko…………………………….

Młodzi zawsze…

sierpień 18th, 2010

Jesteśmy i będziemy,  póty głowa pełna pomysłow, zaciekawienia życiem i jego barwami, jesteśmy pełni energi i chęci, poty nasza mlodośćnie przemija. No tak, to tak sobie ku wlasnej chwalbie.

Codziennośc skrzeczy, wita nowymi zmarszczkami i zadyszką po schodach- tak już od pierwszego piętra, co dopiero byłoby gdyby tak w wieżowcu po awari windy- strach pomyślec. Aptekarze rączki spracowane zacierają , toż nowych klientów przybywa, tako równolegle do stanu ciala.Dla ducha wszak nie ma eliksiru młodości, acz wytęsknionego temu i owemu. I tu jest sedno sprawy, ten rześki lub podupadly duch. Gdy mamy go w sobie, pielęgnujemy codziennie, podejście pełne optymizmu i werwy pełnej sił wtalnej. Tako życie jest łatwiejsze, niedołęstwo fizyczne nam nie straszne i barwy codzienności sa jasne, słoneczne pogodą oczekiwania dobrego jutra, radości nowego.

Odwiedziny wnuka sa także tym jasnym promykiem dnia, tą chwilą zderzenia mlodośi wschodzacego życia, ta skrą nowego płomienia, ze własnym oczekiwaniem mistrza na ucznia. Tego ucznia który przeniesie w przyszłość, nasze dziedzictwo genów, nasza ciągłość.Tylko wówczas czuję , ten upływ mego czasu, ten głód jego braku ku możliwości pełnego przekazania swego doświadczenia, prawd i reguł, swojej histori. Wszystko ku temu aby nie zczeznać jałowo w tej mega masie ludzkiej. Tu i radosć i bestroska. My zazdrośni nostalgicznie, ech i och… wszak sami wczorajsze bestroski pamiętamy i przeżywamy- dziś- wczoraj i jutro - mlodzi zawsze.

…………

pamiętamy wczoraj

a dziś także piękne

ulice te same

zielenią wiosny codzień

barwami tchną optymizmu

oddech płucom

 sercu pracy dodają

odpocząc zdazymy

gdy czas sie wypełni

…bogdan&ko…………………………….

Kosz blogowy…

sierpień 12th, 2010

Ato ci się  tu narobiło,istny galimatias, ot od wpisów złotej raczki , pilkę po pachy i przesyt, do spoleczników spragnionych poklasku i znaczenia. To wszystko jakoś się ostatnio tu skumulowało, czy to przesilenie letnie czy powiew pospolitej nudy, którz to wie. Fakt faktem cienko tu z jakimiś nowinkami godnymi uwagi, oby z jesienią powróciły i osoby i nowe tematy.

Mam do odgrzebania i zakończenia kilka tematów, wszak jednako mamy lato i myśli leniwie plyną, ładuje się akumulatory werwy,optymizmu i ciupi ciupi veny. Ma się świadomość, słyszy się ten tykający osobisty zegar życia , ma się świadomość ulotności swego czasu, tego że kurczysiękażda minuta i godziną .Cóż z tego,ciagle idiotycvznie odpychamy, odkladamy sprawy i spraweczki, tak na później! Tyle, że to póżniej może byś tuż, a nie gdzieś w odległej ,planowanej do spełnienia przyszłości. Ot takie zbałamucenie samego siebie, wręcz kalectwo wyobrazni kontra reality szol wlasnej doli- czyli życia.Nic tylko , samemu sobie w nos się zaśmiać ” tak paszczowo”.

Takie małe uliczne co nie co… idzie dwóch , lekko podchmielonych menów- jeden drugiemu robi jakieś wyrzuty,że niewlaściwie zrobil zakup vel cos wogóle niestosownego powiedział - słuchaj Romek , czyś ty chory? , tak się nie robi-  ja chory? - rzecze drugi- ja jestem zdrowy!- zaraz za rzaraz, niech pomyślę - tu zaczyna wymieniać głośno- no tak :na cholerę nie choruję, po cholwerę mi to!, prostata w porządku, toż żona się nie skarży, serce puka więc jest ok, dzumę nie choruję bo to za daleko, malari nie mam bo się nie trzęsę, bialych myszek nie widzę , no to nie jest źle… i tak idzie i monologuje tyradą o chorobach- wręcz zamęcza spokojnie i blazeńsko, tego swego kolegę adwersarza- ten wreszcie mówi ; dobra już dobra , jesteś zdrowy!- a nie mowilem ci od razu!!- a ty mi, że chory jestem!… tak zgodnie poszli sobie na niedaleką ławeczkę wychylic sobie flaszeczkę… bo ci słonce świeci i humor musi byc .

No to jak czytelniku:czy ty jesteś chory??

oby nie !

….bogdan&ko……………………………………

 

 

Mętlik codzienny…

sierpień 10th, 2010

Bo to tak ci jest , to co oczywiste jest watpliwe, a wątpliwości nie są oczywistościami. Tako, co widzimy, nie zawsze jest zrozumiale , nieogarnięte staje się nieustającym pytaniem o dziś i jutro, gdyż co tylko minione wczoraj, jest nic nie warte- dlaczego? Wszak każda historia, mała czy duża,  jest w sama w sobie mądrością i nauką przyszłości. Od nas samych , i tylko nas , zależy jak swym jestwem ogarniemy to wszystko co nas otacza, dobro lub zło, czyn - marazm lub pustka - wokół lub w samym sobie.

Trudno ci jest, życiem codziennym, tak do końca znaleźć czas na zatrzymanie, tą chwilę mini zadumy ku samemu sobie.Tak aby ujrzec migajace barwami kolejne pory roku, te umykają jakos mało soczyście przeżywalne. Nawet dzieci nasze , wnuki nasze , te iskierki życia i werwy, jakoś zapatrzeni w gadżety konsumcji i odlotu od realności i złożoności swego życia. Oczekują dania na tacy i mądrości nauki jak i kosztu utrzymania ich przedłużonego dzieciństwa, Torz żywym świadectwem jest , nie tak dawna , popularność przygód Hary Potera, dla mnie kiczowata i makabryczna , tyle że max fantazyjna tak do absurdu i  groteski. A czym jest , ta popularność kreskówkowych kinowych mega hitów, gdzie pędzą tam i dzieciaki jak i dorosłe sfiksowane osobniki. Świat staje się grą komuterowa , tym mirażem i klębkiem złudzeń , ucieczką od pracy organicznej , trudu poznania i zrozumienia.

Mmy lato, kapryśne jak i nieprzeciętne ze swymi anomaliami, u nas chyba szczególnie dotkliwe.Wspólna rzecz w komentarzach publicznych medialnie, to poszukiwanie jakiegoś winnego stanu klęsk , stanu fanaberi przyrody.Toć nic to, to bylo i będzie póki my żyjemy i ini po nas takze. tyle tylko ,że trza nam pokory i bratania ludzkiego , i to nie tylko gdy nieszczeście , takze gdy nuda i szara codzieność.trzeba wyjść z domu do sasiada i człowieka obcego , poznać go i chcieć tego od serca , tak normalnie i oczywiście .

Jakze przykro widzi się te puste brzgi Wisly, żywej duszy nie uświadczysz, o plywającej  w jej nurtach już nie wspomnieć ! A wokoło szemrzą nad wodne topole , wikliny , wszelkie dzikie krzewy , jarzyny, chwasty polne .Nad tym błękitne niebo, obok woda pluszcze wartkim nurtem, przy „główkach ” woda zakręca w wsteczny prąd , łachy wiślane powoli wychodzą z nurtu, robią się naturalne plaże - nic tylko tam biec i byc… tyle tylko, że tam cisza samoistna, nijak dzwięku slowa i gwaru grup ludzi, tak by tu przyszłych ku relaksu i ucieczki od blasku uludy błękitnego ekranu.

To wszystko , jak uśmiech, łatwe jest i w zasięgu kazdego z nas , tylko mocno zechcieć i już jesteśmy w naturalnym malym naszym edenie. kochani cieszmy się malymi rzeczami , na duże zawsze przyjdzie czas. Ci co pędzą , ci co czasu brak na zatrzymanie, niech wezna oddech , pwezma myśl cną i krzyk wydadza : ech ty  życie me !, wszak ja jeszcze żyje! - to ja to ja tylko ja !

…bogdan&ko…………………

ps.dedykuję pracocholikom i pogubionym w samym sobie

 

 

Milusia władza…

sierpień 4th, 2010

Tak sobie swawoli podwyżki robi gdyż ją nie boli, ano organa ona ci posiada, zwłaszcza te co sobie przygada, reszta plebsu ściemy łakoma, wszak ona solą ziemi i ona kona- z czego ci ona śmieje się i śmieje , gdy władza w oczach swych ogromnieje, puszy się czczym słowem i łakomym czynem, toż ona i opoką - lecz nie biedaka , ona służy więcej samej sobie i temu jednemu, jak wycisnąć , jak zbałamucić , aby stan swój utrzymać, jak precjoza starej wdowy  pozyskać, jak mieć i być przed i po, po lichej demokracji niecnocie zmiennej, jako emocje ludu… my mamy władzę tu nie ma cudu!!

Tak sobie ku zakręceniu dnia. Wczoraj wszak poniektórzy dostali prztyka w nos, tam w Warszawie przy Pałacu Namiestnikowskim Bronka myśliwego - na polowaniach pod Moskwą bywałego, ot naocznie przypomniano, że nie wolno szermować słowami bez pokrycia , nie można żywcem wymazywać pamięć, nie wolno lekceważyć zdanie ludzi i ich uczuć , z marszem gejowskim lepiej się zaczyna obchodzić jak z prostą ludzi wolą i manifestacją -to żenada. Wystarczy prosto myśleć i po ludzku wzajem się uszanować , bez szumu i wyrozumieniu można każdy konflikt  rozwiązać.

Posłuchałem ci ja tych gadających głów w TV, toż można dostać torsji  od tych  ble ble gadek. Jakie to pretensje do tych ” innowierców ” tej ciemnoty, tych nowych  barbarzyńców ulicy, tych moherów , tych zapyziałych patriotów niemodnych itd i itd.Płyną inwektywy oj płyną , tyle tylko, że w jedna stronę.

Jaka to obraza, że księży nie posłuchali , ot tylko samowola nie do pomyślenia. Szukanie kozła ofiarnego i usprawiedliwienie swej beztroski i lekceważenia  własnych obywateli.To zdanie tych, co śmierdzący kompromis nazywają spokojem społecznym za wszelką ceną , tą cenę którą sami mają gdzieś , grunt zachować swój status qo, państwo jako wspólnota ? guzik tam, my i tylko my- reszta to nul.

Każda władza kocha przemoc, własny skraj swego sukna szaty- tak byś ty był biedny a on bogaty, stara zasada i maksyma; trzymaj się  ze mną - a on i tak swego się trzyma…im większe pragnienie posiadania tym większy lęk utraty… tako się dzieje i działo - masz więcej to i tak za mało!!??

.

…bogdan&ko

Prawo ojca…

lipiec 31st, 2010

Jest bo naturalnie musi być, lecz jest cieniutkie jak gaza na świeżej ranie, zwłaszcza tej po wzajem opuszczeniu rodziców. Kto uważa inaczej, że jest to niekwestionowane i mocne, niechaj mi pomacha ręką na do widzenia… i tak temu nie uwierzę .Te dzisiejsze zwyczaje w poprzek prawu naturalnemu, w poprzek rozsądkowi, wbrew uczuciom a glorii nieufności i mniam mniam świata i naszego czasu tu, byle tylko dziś i me ego, reszta to zbędny niechciany bagaż.

Tak zdarzyło mi się wykonać próbę interwencji w beznadziejną sytuacje, ot tak ku zwrócenia uwagi, że i ojciec, gdy energicznie zabierze się do sprawy, może w pełni odzyskać swą utraconą pozycję- tu prozaicznie chodzi o kontakt z własnym synem. Ot tak sobie, w swym pokręconym interesie matka broni widzenia dziecka jego ojcu. Pierwotnie miała duże żale za wzajem opuszczenie , dalej widziała swa przyszłość u boku partnera - ten owszem owszem wypełniał rolę narzeczonego, kochanka, tatuśkował dziecku, wszystko do czasu. Skończyła się sielanka jak i jego studia, tako odpłynął w siną dal, ona  znów sama, lecz brzydkie skutki tego odczuło jej -ich dziecko.

Maluch całkiem w tym się pogubił, biologiczny tato w oddali i seperacji przez mamę , ten przyszywany odszedł, co pozostało mu? Ano dziecka rozgoryczenie , pustaka , osamotnienie i brak mocnego oparcia. Tak to swym egoizmem rodzica /ców raczony pozostał samemu sobie. Nic to, że ” mutti ” z rozpędu dalej blokuje widzenia, brak refleksji i opamiętania, mimo woli podświadomie jej życia przegrana, kumuluję jak piorunochron własny syn. A oczywistym, że najmniej w tym zawinił , ot tak nastał na świecie i jest!.

Tak zrobiłem ta próbę , taka próba tysiąca liter do syna, czy doszło? Doprawdy nie wiem, lecz tusze sobie, że tak, plus będzie , nie może tak,aby dziecko w bałaganie żyło, prawo ojca mus także pokojowo respektować , ku chwalbie życia dzieci którym jesteśmy winni miłość , miłością dwojga wszak stworzeni…reszta to nul bez bez krzty cnoty i wiary. Ponad to me przypomnienie i napomnienie wobec innych dorosłych, tych pełnych zarozumialej obojętności, temu ojcu chrzestnemu i babci- oby ta infekcja egoizmu i wygody zczezła, tako i ich małostkowość… ON pozostanie i ON najważniejszy.
…bogdan&ko………………………

Festiwalewe lato…

lipiec 27th, 2010

Lato latem, lecz ma ono ci, jak co roku, swe muzyczne cykliczne spędy muzyczne- czyt. festiwale. Generalnie jest ok, mamy ochoty i potrzeby posłuchania muzyki i śpiewu, toż to potrzeba łyka kultury i odmałpienia w ogóle. Mamy więc festiwale rozklonowane w Sopocie, Kołobrzegu, k/Słupska- nówka , Morągowski cantry, Opolu po polsku(?), no i odkurzony przez TV publiczną, w Zielonej Górze piosenki rosyjskiej. I zapewne wiele więcej tu nie wymienionych.
No i niby fajnie , Polska muzyką i śpiewem stoi, brawo brawo. Niestety jestem zniesmaczony, może to i me wykrzywione postrzeganie sprawy, wada jakaś.Proste me pytanie: czy oni aby na pewno śpiewają dla słuchacza?- czy do błękitnego ekranu , kamery i samo uwielbienia , wyrazu sado -macho- ego  artystycznego. Na estradzie króluje widowisko wideo klipowe, kamery robią szoł,  latają jak bumerangi, światła robią psychodelik, słuchacze na widowni wepchnięci w kąt widowiska , wypełniają tylko przestrzeń oraz nielichą kasę, za bycie na szoołł telewizyjnym - przecież to i tak się sprzeda- toż i bez słuchaczy na widowni i tak będzie pełne samozadowolenie.A te liczne markotne miny zawodu i tak się wytnie.

Gdzieś po drodze zagubiono istotę danego widowiska.Toż na koncercie chcę słuchać i doznawać uroku dźwięku i słowa, słuchać popisy wokalu, wreszcie po koncercie i w trakcie chcieć ponucić tego co ” wpadło do ucha „. Niech mi ktoś powie dzisiejszymi przykładami, jakie na co dzień nuci melodie i słowa , tak od początku do końca, tak nie tylko jedna linijkę melodii i słowa szlagwortu.Wątpię czy mamy szlagiery na miarę nieco dawniejszych czasów, aby idąc ulica co który nucił sobie zawzięcie i powszechnie. Po prostu nuda i durna komercja wymiata normalną zasadę : śpiewa się dla ludzi nie dla siebie samego- takie zdanie, lat wstecz wygłosił Krzysztof Krawczyk- za co go bardzo szanuję .

Jakim lekiem na mą wyposzczoną muzycznie duszę, był wieczorny koncert  Wojciecha Kordy - śpiewał dla Polonii, pokazany w kanale Polonia  właśnie. Tylko to, że była północna pora dnia, spowodowało, że nie obejrzałem tego do końca. Kto nie wie, to polski wokalista rocowy dawnego zespołu Niebiesko Czarni. To co on dawał ludziom na koncercie tu, w skromnej oprawie bez diabolik efektów, było balsamem dla ucha i oka. Widownia współgrała i bawiła się wraz, podziwiała kunszt wokalny Wojtka, ot zabawa i śpiew. I tak powinno być. I nie kadzę mu przez sentyment do dawnych czasów i wspomnień, to fajny przykład dobrego rzemiosła artysty, właściwych proporcji widowiska. Nic tylko sobie życzyć sobie, aby więcej było powrotów, do dobrych  tradycji podawania muzyki i słowa.

A tak generalnie to kochajmy artystów, bez nich życie szare i mdłe.

.

…bogdan&ko……………………………………….

O poranku…

lipiec 3rd, 2010

Świeci słońce oczywiście, mrok rusza precz i staje się jasność.Te poranki jeszcze zaczynają się bardzo wcześnie, tak druga trzecia w nocy widać już poświatę na horyzoncie.Tak niczym zorza polarna zapala się lampa nad najbliższym ci horyzoncie. Ot nowy dzień nastaje, później tak kolejne, i tak pomalutku, a chybko lato  zleci, wszak to zamknięty krąg-cykl obiegu naszego życia , tako przyrody.

Póki co cieszmy się tym ciepłem i słońcem, wszak u nas ci  go mało w roku całym.Także w minioną normalną wszak zimę, światła było mikro- tako i humory nasze nieraz markotne, wręcz ponurowate.

Tak sobie, podzieliłem się w rozmowie takim hepi humorem, a tu facet nostalgicznie rzecze- panie to już znowu ku jesieni - panie co pan mówisz, wszak lato w pełni! - ee tam , dni już coraz krótsze i znów będzie ciemno- rzecze men bywały, starszy kierowca TIR-a- właśnie wrócił z kursu z Kłajpedy- po drodze wszak widuje te narastające zmiany , tako swe zmęczenie - czemuż tak pan jeszcze gonisz tą pracę ? - pytam - co zrobić,  mus to mus- domek kończę to i wiecznie kasy potrzeba- mówi - no fakt , mus to mus - przytakuję - ale ale - mówię : wie pan co się działo z końmi, które całe swe pracowite życie spędzili przy napędzie „manyża”- gdy już je wyprzęgli - padały na ziemię bez życia - ot tak po prostu, praca była ich życiem- bez niej był fin.

Tak tak wiem, cóż zrobić, taki los - rzekł nostalgicznie men, kierowca w świecie bywały- co ma być i tak będzie - tako i następna jesień - ale już na swoim, w domku i w ciepełku rodziny - powodzenia, przyjemności i szerokiej drogi- życzę, żegnając się z ciekawym człowiekiem- spełnionym swymi przeżyciami, mądrym dystansem do otoczenia, ludzi i swej ścieżki losu.

Co by tu nie ględzić i roztrząsać, żyjmy dobrą chwilą , ta krótko trwa, jak ten rozświetlony słońcem lipcowy poranek.

.

…bogdan&ko………………………………………….

Proszę wiśnię…

czerwiec 24th, 2010

Ot takie małe mini zdarzenie mena rozkojarzonego, działkowiczem zwanego. Na mym „Ranczu sam w dolinie… Wisły „, gdzie woda powodzią ochoczo płynie.

Tak tak, wczoraj zrobiłem początek rekultywacji i usuwania szkód po tej, niedawno  minionej, powodzi właśnie. Nic to w porównaniu tych ludzkich życiowych i materialnych szkód, jakie Wisła poczyniła, patrząc w kierunku ku jej źródła. Tym niemniej swoje tu także zrobiła, miejsce to jej rdzenne tereny zalewowe, od Fordonu w kierunku Strzelec Dolnych. Nie pomógł stosunkowo nowy wał przeciw powodziowy, ten przesiąkł i woda swymi ziemnym,i podziemnymi kanałami wody gruntowej, odbiła ku powierzchni.

Tako jest nieco normalnie i paradoksalnie, dużej wody już nie ma, Wisła już w korycie. A wody po polach, wszelkich dołach  jest multu, i ani myśli ochoczo sobie wsiąknąć w glebę czy chybko wysychać  .Taka jest sytuacja na przedłużeniu ulicy Pielęgniarskiej… ta od ulicy Altanowej jest drogą gruntową, prowadzi do działek i nielicznych pól, uprawianych normalnie rolniczo.Tam stoi nadal woda i nie ma dojazdu…dlaczego nikt nie pomyślał o wyjściu z prośba do straży o jej wypompowanie, trudno dociec… póki co woda stoi a komarzyce się radują.

No i tak, pomyślałem, że trzeba wypełnić  ubytki krzewostanu, podgniły i padłe, zwłaszcza te nowe.Kupię jakieś drzewka owocowe, toż można je teraz kupić poza sezonem, skutecznie wsadzić bez względu na porę roku- tak propagują zawodowi ogrodnicy, ale ale są pewne jednak uwarunkowania! Przekonałem się o tym dobitnie.

Upatrzyłem sobie podupadający sklepik ogrodniczy, niedaleko UKW - tenże  zabrał do siebie, pod budowę biblioteki, pobliski ogród działkowy - tako i skutek spadek obrotów przyległego sklepiku. Pomaszerowałem w jego terenie, ogląd co tu mają - są  tu fajne m.i.n. drzewka zwane wiśnią - nawet miało małe wisienki na swych smukłych młodych gałązkach - rosną  sobie w grupie i w glebie. Napis nad nimi głosił: towar wykopuje sam ogrodnik, nie samemu!

Dobra jest, idę po ogrodnika sprzedawcę - jeszcze cierpliwe czekanie w mini kolejce, rozglądanie się po pólkach, wszelkich ogrodniczych towarach i przedmiotach  użytku działkowicza - wreszcie sakramentalne  pytanie pani ogrodniczko sprzedawczyni : słucham , co dla pana? - ja zdecydowanie - poproszę dwa drzewka zwane  wiśnią - uśmiecham się anielsko - słucham  co takiego ?- powtarzam - wiśnię poproszę… pani o mało nie parsknęła śmiechem - panie, tej wiśni nie można już kupić  - dlaczego?- pytam nielicho zdziwiony,toż mamy czasy,że podobno wszystko jest do kupienia -toż ta wiśnia ma już swe owoce - mówi rzeczowo i dobitnie sprzedawczyni - jest za późna pora roku, i  niemożliwe jej przesadzenie - dopowiada - nieco głupio mi się zrobiło.
No i tak, dostałem lekcję praktyczną wiedzy podstawowo ogrodniczej, wszystko ma swoje miejsce i czas, na pośpiech i dyletanctwo nie ma tu miejsca. No i dobrze. Na pożegnanie kupiłem dwukolorowy łubin, tak aby obsadzić powstałe na mej działeczce, mini ugory, tak aby zrobiło się nieco kolorowo. Wszystko fajnie, tylko zapomniałem dopytać jak i kiedy się go sieje !!??? Ot roztrzepanie, znów trza szybko szukać rady.

Nic to, pół metrowa trawa skoszona, mini szambo opróżnione, zgnilizny usunięte, słońce i pogoda w miarę dopisuje, to i życie na zielono jest, tako lato działkowicza.

.

…bogdan&ko……….zatopiona działkczerwiec 006.jpg

« Wcześniejsze wpisy