Brudna szklanka…
marzec 10th, 2010Zaiste różne są meandry zachowań ludzkich, kobiecych zwłaszcza. Ot nie dość że zmienną ci jest, to jeszcze nieobliczalną w swym sadzie i osądzie. Tak w ramach reminiscencji po sławnym ósmym marca.
Sąsiad sąsiadki i sąsiada, przeżył ci pewnego razu, mały domowy hororek, powodem była nad interpretacja faktu niedomytej szklanki. Doprawdy słuchając tego, rozum się pocił z wysiłku, chcąc to racjonalnie ogarnąć. Wspomniany ci sąsiad swego sąsiada, ma ci a jakże czemu by nie , żonę - żona jak żona, żadna rewelacja ot kobieta właściwie… tyle tylko że wysoce podejrzliwa, zaborcza i pazerna na swą wyłączność do ciała i duszy swego męża.
Ano stało się, dnia zresztą ładnego i wiosennego, że kilka kolejnych dni swego urlopu, mąż swej żony spędził na podróży, tej popularnej obecnie, bo pstrykając jałowo po kolejnych kanałach telewizji kablowej- tak dzień po dniu - czekając na powrót swej połówki z pracy. Onaż ci była mocno zniesmaczona takim urlopowaniu- toż to granda żeby chłop tak nygusował - cóż on robi naprawdę, gdy mnie niema w domu, pewnie łazi do innej baby !!
Od myśli do słowa i uwagę wyostrzyła, każdą zmianę złowieszczo tropiła. Wraca ci ona do domu - maż cmok cmok zrelaksowany ją wita - wszak sobie miło w ciszy urlop spędza, właśnie o rybkach sobie obejrzał - obiadek żonce podaje i wraz zajadają. Co on taki hepi ?- myśli sobie żonnka - patrzy wkoło - koniec objadu i mycie naczyń - ha tu cię mam !
Okiem błyszczącym, głosem drżącym z gniewu - co to jest? - ta druga brudna niedomyta szklanka ! - kto tu był ! - no tak gościłeś tu jakąś zdzirę ! - nawet po sobie nie umiesz posprzątać ! - nie dotknę tego - bach i brudna szklanka trach o podłogę - lament , krzyki, pretensje, potok hipotez bez pokrycia, od lamentu i łez do miotania obelg… sąsiad zupełnie zbaraniał - wręcz oniemiał patrząc, słuchając tego wszystkiego - alez moja droga , czy mogę coś powiedzieć - nie , ja już wszystko teraz wiem - oszukajesz i zdradzasz mnie !- teraz to dowodnie mam pewność - to istne szaleństwo bezpodstawne - rzekł on ci mąż - poszedł ci w kąta odczekać burzę domowa - nie przypadkiem wszelkie tajfuny , tornada mają dane imiona damskie- zaiste trafne skojarzenia..
Późną porą wieczorną, to ta pora do snu i dzielenia łoża… On ci spokojnie rzekł: moje ty kochanie, stłukłaś swą ulubioną szklaneczkę - w niej tylko zawsze pijasz swą „kawusię ” pól na pół - to zaiste nie moja wina, że zapomniałaś ją rano dobrze umyć - ja tego nie robię i nie zrobiłem - wszak od twych ulubionych rzeczy mi wara ! - tak zawsze mówisz - ja to czynie zgodnie - dobranoc, lulu … trochę kpiąco powiedział i sobie zasnął snem sprawiedliwym… ona długo nie - wszak nurtowało ją już pytanie: gdzie ja znajdę taką nowa szklaneczkę?! A że trochę przesadziłam, cóż - mogło wszak tak być jak mówiłam i przypuszczałam ! to jego i tak wina !
I niech powie ktoś mi/nam , nadążysz za myśleniem kobiety ? - nigdy w życiu ! Co byś nie zrobił i uczynił - dobrze czy źle - interpretacja zależy od jej humoru lub dnia - nie podlega dyskusji, ani racjonalnemu wytłumaczeniu.
……………………………………………………..
bk.

