4.Apsik-na zdrowie…
styczeń 2nd, 2012Podróże wędrówki są małe i duże , wszystkie prowadzą w dal nieznanego
Ludzie dużo mówią - wszelako nie każdy ma co do powiedzenia.
< <<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<
Szpital późną popołudniową porą jest raczej senny, " chorzy na chodzie " snują się po korytarzach oddziałów, wahadłowo z dyżurek wypadają do sal chorych pielęgniarki dyżurne, tako na wezwania pędzi lekarz,,, gdy jednym niosą pomoc, inni wzywają przyzywają sygnalizacją świetlną , lampki mrugają nad drzwiami i na tablicy w dyżurkach,,,niejednokrotnie istna dyskoteka wraz z mruczandem jęczących wołających głosów pacjentów.Takie zmasowanie bywa sporadyczne , w tych momentach personel ma kociokwik na maksa, wszelako w większości atmosfera jest spokojnie cierpliwa.
Tako ja w tej ciszy, dojechałem korytarzami, windami w dół do zespołu sal operacyjnych. Panie asystentki pielęgniarskie przekazały dokumenty medyczne , lekarz operator podpisał przejęcie delikwenta - czyli mnie nieboraka - powitał a jakże - no i jak się czujemy - coś tam wybełkotałem - dobrze dobrze, zaraz się panem zajmniemy...chwilę sobie poleżałem na przyległym korytarzu,,, dalej pych i wjeżdżam swym pojazdowym łóżkiem.
W zderzeniu z wyobrażeniem, sala była niezbyt duża, po bokach szafki i stoły z medykamentami i instrumentarium, na środku bez mała centralnie stół operacyjny- nad nim ogromna czapa lampy bezcieniowej- to taka lampa z lampami...ściany wyłożone seledynowymi płytkami , uczucie chłodu...grupa lekarzy w kitlach , z czapeczkami i maseczkami...ja jeszcze świadomy, sam przegramoliłem się z łóżka na stół zabiegowy,,,ruch się robił coraz większy- odwrotnie do mego stanu świadomości, ciało stawało się lejące, ociężałe bezwolne - na korytarzu dostałem wewflon w żyłę i pierwszy zastrzyk narkozy...maseczka na twarz od anestjologa - proszę liczyć - lekko mi się oddycha- raz dwa , trzy yyy. szesććć - siee sie deeem - jeszcze mój wzrok po otoczeniu , w twarz pochyloną - i i powieki coraz cięższe , klap klap nimi , no i odjechałem...
No i odleciałem w niebyt letargu narkozy, wrażeń miałem mnóstwo. Długo po tym zdarzeniu, tym zabiegu, miałem niesamowite wspominki majaków z tego dnia i godziny. Pierwsze wrażenie niesamowitej lekkości, swobody i wolności, tak zawieszony w jakiejś ogromnej pociemniałej sali bez horyzontu , czarnej wręcz przestrzeni , gdzieś tam lekkie przebłyski...ja sobie tam lewitowałem, beztroski - wolny- wolny- nadszczęśliwy... było całkiem miło. lecz do czasu... zaczęły mnie otaczać głosy- głos nakazująco pytający - uznajesz mnie ?- a idź sobie , nie przeszkadzaj - odpowiadam,,,,to nie? - pada pytanie z nieokreślonego otaczającej zewsząd przestrzeni ...to zobaczymy - pada ni to groźba ni stwierdzenie - odchodzi w niebyt i nastaje cisza,,,
No i się zaczęło, przestrzeń niby taka sama, lecz począłem odczuwać przygniatający ciężar, nie mogłem się ruszać - już nie latałem- nic tylko coraz trudniej oddychać , ciężar ponad siły i to powolne jego narastanie - coś okropnego - nijak się odsunąć czy go zrzucić ...z trudem poruszam ustami - chce mówić , oczy zamykam, chcę krzyczeć lecz głosu nie wydobywam - gdzie jesteś ?- pytam - a co chcesz? - daj spokój uwolnij mnie - a niby dlaczego mądralo - masz mnie za nic , mnie tu nie ma!- dobrze niech będzie na twoje - szepczę zrezygnowany i przestraszony - TWA Racja i Siła!!- no widzisz - padają słowa miękkim głosem - tak wybawieniem się stanę twym,,,,,,,ciężar zniknął, złapałem duży oddech - gdzie ja jestem co to było - ciemność zaczęła się rozjaśniać, znikała z każda sekundą ... jeszcze jakieś uczucie dławienia w gardle - oj oj jeszcze - oddech - krztuszenie z wymiocinami flegmy,,,głos - ale miał dech, całego mnie spaskudził,,, zamykam oczy i jest ulga - halo halo , słyszy mnie pan? - otwieramy oczy - no już już po wszystkim- mówi kobiecy miękki alt,,,otwieram, ciężkie dziwnie powieki, oczyma patrzę w pochyloną twarz kobiety - prawie jak objawienie anioła - myślę - dziękuje doktorze,,, - szepczę, wymęczony przestraszony - no wreszcie jest pan z nami,,,koledzy wszystko gra , chorego przekazujemy na oddział - do widzenia .
Noc minęła w swoistym letargu, przeplatały się obrazy z przed zabiegu, te wrażenia z narkozy, obrazy otoczenia sali chorych, co rusz pielęgniarka dla kontroli - jak się czujemy? - dobrze - mamrocze i zapadam w kolejny sen,,,na brzuchu pokaźny długi opatrunek , z którego wystaje rurka połączona z plastikowym woreczkiem, tam w nim ni to krew ni ropa z wodą ...rano odkrywam na stoliku jakieś zawiniątko z pokaźną owalną bryłką - taki jakby pumeks,,, przy kolejnej wizycie pielęgniarki pytam - co to jest? - aa to pana kamień z woreczka - no no to ci dziwo- mówię - to ja niby, sam ten kamień stworzyłem, niczym kruszywo? - ee tam, to tylko kamyszek ,śmieje się pani opiekunka- domu z tego nie zbudujemy.
…bogdan&ko…………….cdn…………..
ŻYCZENIA…
grudzień 26th, 2011
Tak rzutem na taśmę…




…bogdan&ko…